Nasz profile

Indie z perspektywy czterech łap

Rozwój

Indie z perspektywy czterech łap

Indie z perspektywy czterech łap

Od początku głównym celem mojej podróży była praca w schronisku dla zwierząt w Ahmedabadzie, której poświęciłam się bez reszty. Wyobraźcie sobie wielomilionowe miasto, którego ulice zamieszkuje 300 tysięcy bezdomnych psów. To tyle, co ludność Katowic! A przecież jest jeszcze mnóstwo świętych krów, świń, kóz i owieczek, które pałętają się bez celu i wcinają plastikowe śmieci, bo zieleni tam niewiele. W takim właśnie mieście funkcjonuje zaledwie jeden ośrodek dla zwierząt, szumnie zwany kliniką.

Niełatwo przyszło mi przestawić się na pracę w tak surowych warunkach. Poziom higieny pozostawiał wiele do życzenia. Brakowało też podstawowych leków. Już od początku zostałam rzucona na głęboką wodę: amputacja skrzydła i moja pierwsza operacja. Jaghdis, pielęgniarz i jedyny stały pracownik, uczył mnie praktyki i podstaw chirurgii. W zamian starałam się przekazać wiedzę teoretyczną, chociaż dogadywaliśmy się niemalże bez słów. I to dosłownie, bo Jaghdis nie tylko był analfabetą (do dziś zastanawia mnie jak rozróżniał leki), ale w dodatku nie posługiwał się angielskim.

Dom starości dla świętych krów
Chociaż święte krowy cieszą się wyższą pozycją w społeczeństwie hinduskim, ich los jest co najmniej marny. Pracując w Indiach, miałam okazję zobaczyć na własne oczy, czym jest dom starości dla krów. Państwo wyznacza ich całe mnóstwo w każdym stanie kraju. A na miejscu, oprócz niedołężnych zwierząt, nie ma nic. Brakuje trawy, jedzenia, że nie wspomnę już o opiece weterynaryjnej. Co więcej, eutanazja jest zabroniona. Byłam świadkiem, jak zwierzęta w okropnej męczarni czekały na śmierć. Wystarczyło takiemu cierpiącemu zwierzęciu podać chociażby silny lek (na przykład morfinę), który złagodziłby ból. Niestety, nawet to jest zakazane.



Operacja na kozie, infekcja u wielbłąda

Miałam okazję przeprowadzić swoją pierwszą operację na kozie. Właściciel przyprowadził ją dopiero, kiedy była już u kresu wyczerpania. Innym razem usiłowaliśmy leczyć infekcję nosa u wielbłąda. Powstała ona na skutek okaleczenia specjalnym gwoździem, który służy do poskromienia zwierzęcia. Stan był poważny, bo okazało się, że w środku rozwija się mnóstwo larw much. Tłumaczenia, że tylko usunięcie metalu pozwoli na całkowite wyleczenie, nie zrobiły na nikim wrażenia – nie zgodzili się. Oczekiwano raczej cudu, że w jeden dzień doprowadzimy wielbłąda do zdrowia. Czy mogę mieć pretensje do ludzi? To zwierzę utrzymywało hinduską rodzinę. Każdy dzień w lecznicy był dla nich stratą. Na szczęście Lalu, założyciel fundacji, zdecydował się finansowo zrekompensować rodzinie okres, w którym wielbłąd przebywał w klinice. Brzmi jak absurd. Chyba jedynie w Indiach możliwe jest wynagradzanie właściciela za leczenie jego zwierzęcia!

Pani profesor z Europy
W takim świecie studentka z Europy postrzegana jest jako wykwalifikowany specjalista. Budziło to we mnie śmiech za każdym razem, kiedy przedstawiano mnie jako profesora. Co więcej, musiałam podejmować decyzje o leczeniu gatunków, którymi w Polsce w ogóle się nie zajmujemy,
na przykład wielbłądem czy małpą. I chociaż nie czułam się jeszcze gotowa na taką odpowiedzialność, to świadomość, że jeśli ja nie pomogę zwierzętom, to nikt tego nie zrobi, ogromnie mnie mobilizowała. Starałam się wykorzystać zdobytą dotąd wiedzę, i we współpracy z Jaghdisem, od rana niemal do północy, wytężaliśmy siły skupieni na jednym tylko celu.

Podnosi mnie na duchu fakt, że w każdym zakątku świata czuwają ludzie wrażliwi, zdolni do poświęceń, bez względu na to, czy robią to dla ludzi czy dla zwierząt. Może dzięki nim jest jeszcze tyle piękna na ziemi? Czułam nieopisaną radość, kiedy mogłam podziwiać orły i jastrzębie, które znowu dumnie wznosiły się w powietrze. Te, które już nigdy nie polecą, odnalazły bezpieczny, dożywotni dom w schronisku. Widzieć wesołe szczeniaki i pełne wdzięczności spojrzenia czworonożnych pacjentów to zdecydowanie najcenniejszy skarb tego zawodu. Czas spędzony w Indiach pozwolił mi podszkolić swoje umiejętności i pogłębić moje postrzeganie świata. Ale przede wszystkim utwierdziłam się w przekonaniu, że droga, którą obrałam w życiu, jest moją drogą.

(Natalia Rożniewska)

CZYTAJ DALEJ
Zobacz również
Redakcja Pod Prąd

Magazyn "płyń POD PRĄD” jest ogólnopolskim bezpłatnym kwartalnikiem studenckim z corocznym numerem specjalnym - STARTER dla studentów pierwszego roku. Magazyn trafia w potrzeby studentów używając różnorodnych form, takich jak: reportaże z ważnych wydarzeń na uczelniach; wywiady ze studentami, psychologami, profesorami, ciekawymi ludźmi; prezentacje kół naukowych; porady dotyczące zachowania się w różnych sytuacjach w życiu studenckim. „płyń POD PRĄD” dotyka ważnych tematów w życiu społecznym studenta, takich jak nauka, wartości oraz relacje międzyludzkie. Chcesz do nas pisać? Napisz! redakcja(at)podprad.pl Chcesz by objąć patronatem wydarzenie studenckie? Napisz do Marty! Marta Chelińska mchelinska(at)hotmail.com Kontakt do naczelnej - Katarzyny Michałowskiej: naczelna(at).podprad.pl

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Rozwój

Na górę