Nasz profile

Pokonany przez historię: Ernest Wilimowski

Rozwój

Pokonany przez historię: Ernest Wilimowski

Pokonany przez historię: Ernest Wilimowski

Piłkarskiej reprezentacji Polski udało się pokonać Brazylię tylko raz, podczas Mistrzostw Świata w 1974 r. (1:0). Mało kto wie, że o krok od podobnego wyczynu byliśmy trzydzieści sześć lat wcześniej. Podczas mundialu we Francji (1938 r.) Polacy przegrali 5:6 i udowodnili, że w kraju nad Wisłą rodzą się nie mniejsze talenty niż w Rio de Janeiro. Właściwie jeden talent: Ernest Wilimowski.

Grał w reprezentacjach Polski i Niemiec. O sobie mówił, że jest Górnoślązakiem. Jego biografia jest pełna zawirowań, typowych dla okresu po I wojnie światowej. Urodzony 23 czerwca 1916 r., Ezi stał się obywatelem II RP dopiero w 1922 r. (gdy Górny Śląsk przyłączono do Polski w wyniku III powstania śląskiego). Początkowo nie nazywał się nawet Wilimowski: w pierwszych dokumentach widnieje nazwisko Ernst Otto Pradella.

Hokeista, szczypiornista, piłkarz
Ezi od początku swojej kariery sportowej nie ograniczał się do piłki nożnej. Jego zainteresowania były szersze. Obejmowały m.in. piłkę ręczną oraz hokej na lodzie. W zależności od dyscypliny Wilimowski mógł grać na różnych pozycjach – jako szczypiornista występował na bramce, a w hokeju wykańczał ataki. Na piłkarskiej murawie był lewym łącznikiem. Jego dodatkową pasją był tenis stołowy, w którego grał najczęściej o pieniądze.

Wychowanek niemieckiego FC Katowice, w wieku siedemnastu lat przeszedł do polskiego Ruchu Wielkie Hajduki (dziś Chorzów). Już w pierwszym meczu sezonu 1934 z Cracovią zaimponował, zaliczając dwie asysty. Było to preludium do wspaniałego sezonu, zwieńczonego trzydziestoma trzema bramkami i koroną króla strzelców. Z Ezim w składzie Ruch został czterokrotnie mistrzem Polski, a łącznie w chorzowskich barwach Wilimowski zdobył sto dwanaście bramek. Potrzebował do tego zaledwie osiemdziesięciu sześciu spotkań! Do tego dorobku mogą współcześnie nawiązywać jedynie Leo Messi i Cristiano Ronaldo.

Kibice kochali łącznika przede wszystkim za drybling. Jedyną możliwością zatrzymania piłkarza był faul – Ernest był za szybki. Najczęściej po prostu wjeżdżał z piłką do bramki, a po strzelonym golu miał zwyczaj śmiania się w twarz zawodnikom drużyny przeciwnej. Do historii przeszedł mecz z Unionem Touring Łódź (maj 1939 r.). Zaaplikował wówczas przeciwnikom dziesięć goli – rekord do dziś nie został pobity.

Nie samą piłką żyje człowiek
Kobiety, wino i śpiew – w takim towarzystwie chciałby się obracać każdy mężczyzna. Nie inaczej było z Ernestem Wilimowskim. O miłosnych i alkoholowych podbojach Eziego krążyły legendy. Popularna była plotka o tym, że piłkarz w wieczory poprzedzające mecze wypija litry likieru, a noce spędza w towarzystwie panien lekkich obyczajów. Podobno przed spotkaniem z Ruchem Wielkie Hajduki, działacze Warty Poznań postanowili sprawdzić wytrzymałość zawodnika. Trafiła jednak kosa na kamień – potrzeba było dwóch zmian, aby upić Ernesta. Na niewiele się to zdało: Wilimowski na gazie strzelił poznaniakom trzy gole, a Ruch wygrał 4:3.

Innym razem łącznik Niebieskich miał mniej szczęścia. W czerwcu 1936 r. śląskich piłkarzy czekał pojedynek z krakowską Wisłą. Wilimowski i spółka wygrali 1:0 i tak długo cieszyli się ze zwycięstwa, że nazajutrz, w meczu towarzyskim, ulegli Cracovii 0:9. Cała drużyna Ruchu została zawieszona, ale w perspektywie zbliżającej się olimpiady w Berlinie kara mogła zostać anulowana. W zamian piłkarze mieli przyznać się do pijaństwa i wyrazić skruchę. Na warunki przystali prawie wszyscy zawodnicy. Wszyscy oprócz Wilimowskiego, którego zawieszono na kilka tygodni. Zawieszenie zbiegło się w czasie z igrzyskami olimpijskimi, na których Polacy zajęli najgorsze dla sportowca, czwarte miejsce. Z Wilimowskim w ofensywie moglibyśmy liczyć nawet na złoto.
 
Jednym meczem trafił do historii
Reprezentacja to oddzielna karta w piłkarskiej biografii Eziego. W polskiej kadrze zadebiutował 21 maja 1934 r. w Kopenhadze, miesiąc przed osiągnięciem pełnoletności. Nigdy wcześniej w polskiej reprezentacji nie zagrał tak młody piłkarz.

Francja, 1938 rok. Polska po raz pierwszy uczestniczy w piłkarskich Mistrzostwach Świata. W pierwszym meczu czeka na nas rywal najgorszy z możliwych. Brazylię uważano za najlepszy zespół świata, a jej liderem był Leonidas. Pierwszą bramkę strzelił Brazylijczyk, ale odpowiedź Polaków była błyskawiczna. Ezi minął trzech obrońców oraz bramkarza, który w ostatniej chwili powalił go na ziemię. Rzut karny wykorzystał Fryderyk Scherfke, ale to był początek popisów Ernesta. Wprawdzie Brazylijczycy wygrywali 3:1, ale Wilimowski swoimi cyrkowymi, jak pisano, zagraniami zdołał wyrównać wynik. Po meczu krążyły legendy, że wściekły Leonidas chciał zdjąć buty i grać boso, ale spotkał się z gwałtownym sprzeciwem arbitra. Kanarkowi objęli prowadzenie 4:3, ale Ezi na minutę przed końcem spotkania doprowadził do remisu. Konieczna była dogrywka, w której Leonidas zdobył dwa gole. Ernest zrewanżował się jedną bramką. Polacy przegrali ostatecznie 5:6, ale z mistrzostwami pożegnali się w stylu godnym mistrza. Wyczyn Wilimowskiego – cztery bramki w jednym meczu Mistrzostw Świata – nie został pobity do 1994 r.

Chciałem grać w piłkę
Ostatni mecz w narodowych barwach Ezi rozegrał 27 sierpnia 1939 r. Na kilka dni przed wybuchem II wojny światowej pokonaliśmy wicemistrzów świata, Węgrów (4:2), a Wilimowski popisał się hat-trickiem (zdobył trzy kolejne gole, nie oddzielone od siebie żadnym golem zdobytym przez przeciwnika). Licznik jego występów w polskich barwach zatrzymał się na dwudziestu dwóch meczach i dwudziestu jeden bramkach. Przeszkodą w kolejnych sukcesach z naszą kadrą okazała się agresja hitlerowskich Niemiec. Ernest, aby przeżyć, musiał podpisać Volkslistę, stając się obywatelem III Rzeszy. Po rozwiązaniu Ruchu Wielkie Hajduki trafił do FC Katowice, a stamtąd m.in. do Polizei-Sportverein Chemnitz i TSV Monachium. Po dwudziestu miesiącach rewelacyjnej gry w niemieckiej lidze Ezi został powołany do reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów. Wilimowski nie zawiódł i w ośmiu meczach strzelił dla Niemców trzynaście bramek! Mimo wspaniałej gry Wilimowski nigdy nie był uznawany przez nazistów za prawdziwego Niemca.

Po wojnie odmówił pracy w Niemieckim Związku Piłki Nożnej, osiadł w Karlsruhe i został urzędnikiem. Niestety, Polacy też go nie akceptowali, bo podpisał Volkslistę, a po wojnie pozostał na emigracji. Komunistyczna propaganda sprawiła, że w niektórych wydawnictwach jego nazwisko zniknęło z list strzelców. Wilimowskiemu nie dane było nawet odwiedzić reprezentacji Polski podczas Mistrzostw Świata w 1974 r., rozgrywanych w Niemczech. Ernestowi odmówiono wstępu do miejsca, gdzie przebywali Lato, Deyna czy Gadocha. W 1995 r. otworzyła się szansa powrotu na Śląsk z okazji obchodów 75-lecia Ruchu Chorzów. Z powodu choroby żony Ezi nie mógł jednak skorzystać z zaproszenia. Umarł w zapomnieniu, 30 sierpnia 1997 r. w Karlsruhe.

Ernest Wilimowski pozostanie piłkarzem, którego wspaniale zapowiadającą się karierę zatrzymała wojna. Najwybitniejszy przedwojenny polski piłkarz, związany przez los również z reprezentacją Niemiec, nie bawił się w politykę. Jego jedyną motywacją była chęć gry w piłkę, czego nie potrafiły zrozumieć powojenne władze. Ezi zajął dziewiąte miejsce w plebiscycie PZPN na piłkarza 75-lecia, ale mundial w Brazylii okazał się dla niego ostatnim wielkim turniejem. W oficjalnych spotkaniach do siatki trafiał 1185 razy, ale przegrał z jednym przeciwnikiem. Z historią.

Tomasz Czapla

Redakcja Pod Prąd

Magazyn "płyń POD PRĄD” jest ogólnopolskim bezpłatnym kwartalnikiem studenckim z corocznym numerem specjalnym - STARTER dla studentów pierwszego roku. Magazyn trafia w potrzeby studentów używając różnorodnych form, takich jak: reportaże z ważnych wydarzeń na uczelniach; wywiady ze studentami, psychologami, profesorami, ciekawymi ludźmi; prezentacje kół naukowych; porady dotyczące zachowania się w różnych sytuacjach w życiu studenckim. „płyń POD PRĄD” dotyka ważnych tematów w życiu społecznym studenta, takich jak nauka, wartości oraz relacje międzyludzkie. Chcesz do nas pisać? Napisz! redakcja(at)podprad.pl Chcesz by objąć patronatem wydarzenie studenckie? Napisz do Marty! Marta Chelińska mchelinska(at)hotmail.com Kontakt do naczelnej - Katarzyny Michałowskiej: naczelna(at).podprad.pl

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Rozwój

Na górę