Nasz profile

Poradniki

Mocny zawodnik

Mocny zawodnik

 

Izuagbe IZU Ugonoha – sportowiec, gdańszczanin, absolwent Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu, były piłkarz Lechii Gdańsk i KP Sopot, mistrz świata w amatorskim K1 (2009), dwukrotny mistrz Polski w amatorskim K1 (2009 i 2010), mistrz Polski w Muay Thai (2007)

Mistrz Polski w kick boxingu – low kick (2009), zdobywca pucharu Polski w kick boxingu – low kick (2009), trener kick boxingu, dobry syn i brat czterech sióstr, oddany przyjaciel, ale przede wszystkim kochający Boga, mocny zawodnik.

Urodziłeś się w Polsce?

Moi rodzice przyjechali na studia z Nigerii. Mój ojciec studiował na Akademii Morskiej, a mama prawo na Uniwersytecie. Przez kilka lat mieszkaliśmy w akademiku. Wtedy urodziła się moja najstarsza siostra, później ja. Potem, gdy mieszkaliśmy już w Gdańsku, urodziły się moje kolejne trzy siostry.

Trenowałeś piłkę nożną. Jak to się stało, że zainteresowałeś się sportami walki?

To była pasja od dziecka. Wujek trenował karate. Jednak moi rodzice stwierdzili, że jestem zbyt nerwowy i agresywny, więc zapisali mnie na coś innego. Długo trenowałem piłkę nożną. Miałem grać zawodowo, ale nie udało mi się podpisać kontraktu z drugoligową drużyną hiszpańską. Wtedy stwierdziłem, że to koniec. Miałem 19 lat i byłem stosunkowo stary, ale zdecydowałem, że zacznę robić coś innego. Poszedłem na trening Muay Thai i po dwóch miesiącach stoczyłem pierwszą walkę. Wtedy zrozumiałem, że lubiłem grać w piłkę nożną, ale nigdy nie kochałem tego aż tak mocno, jak kocham walczyć.

Jesteś typem sportowca czy zawodowca?

Jestem sportowcem i za takiego będę się uważał, nawet gdy skończę swoją karierę.

Co czujesz przed wejściem na ring?

Kiedyś przed walką się denerwowałem. Teraz nauczyłem się kontrolować stres i umiem przemieniać go w motywującą do walki energię. Gdy stanę w ringu, mogę powiedzieć, że jestem pozytywnie nakręcony.

Najtrudniejszy przeciwnik?

Był to finał mistrzostw świata w K1, w październiku ubiegłego roku. Walczyłem z Rosjaninem. To była ciężka walka. Mój stan nie był najlepszy, bo byłem już po innych walkach i miałem lekkie kontuzje. Byłem strasznie zmęczony. Po drugiej rundzie moja wiara w siebie w ringu osłabła. Miałem świadomość, że przeciwnik był w świetnej formie. Pamiętam, że przed wyjściem na rundę trzecią powiedziałem: Boże, proszę, pomóż mi, bo sam tego nie ogarnę. I Bóg mnie nie zawiódł. Zupełnie zmienił się bieg wydarzeń podczas walki. Pomimo zmęczenia udało mi się tę walkę wygrać.

Co cię cieszy w tym sporcie?

Każde wspomnienie zwycięstwa. To daje mi siłę do walki i do ciężkich treningów. Cieszy mnie tytuł mistrza świata zdobyty w ubiegłym roku. Ale wiem, że jeszcze wiele do zdobycia przede mną. Mam 24 lata i wciąż się rozwijam. Coraz lepiej poznaję siebie i swoje możliwości.

Gdy przegrywasz…

W ubiegłym roku wygrałem wszystkie swoje walki (czternaście). W tym roku wygrałem sześć, a dwie najważniejsze przegrałem. Jedną z nich na własne życzenie. Ciekawe było to, że po przegranej moi znajomi bardzo ostrożnie podchodzili do mnie. Oczekiwali, że będę smutny, że będzie mi żal. Ale wcale tak się nie czułem. Nie uważam, że przegrana musi ściśle wiązać się z moim samopoczuciem po walce. Uważam, że nie jest to powód do rozpaczy. Pamiętam, że zaraz po przegranej walce, byłem bardzo poobijany, ale gdy usiadłem w ringu, zacząłem myśleć o tym, czego mogę nauczyć się dzięki tej porażce. Jakie zasady na przyszłość mogę odkryć. Jestem przekonany, że z każdej przegranej walki można wyciągnąć lekcję. Kieruję się zasadą, że nie ważne jest to, czy wygrywasz, czy przegrywasz. Ważne jest, by przebaczyć sobie, wyciągnąć wnioski i iść do przodu, nie rozpamiętując tego, co się stało.

Gdzie szukasz motywacji?

Motywuje mnie wiara w Boga i wiara w zwycięstwo. Wiara w Boga jest silnie powiązana z zaufaniem Mu. Wierzę, że Bóg pragnie mojego dobra i jestem przekonany, że pragnie też mego sukcesu. On wyposażył mnie w umiejętności, które posiadam i myślę, że chce bym to, co robię, robił najlepiej, jak potrafię. Relacja z Bogiem jest najważniejszą rzeczą w moim życiu, na tym opiera się cała reszta.

Czy jest więc coś, czego się boisz, gdy stajesz na ringu?

Jakiś czas temu, ktoś mnie spotkał po wielu latach i powiedział – Słyszałem, że walczysz. Jakie to jest straszne. Nie boisz się kontuzji? – Odpowiedziałem mu na to, że gdybym bał się kontuzji, to dzisiaj nie byłbym mistrzem świata. Wiesz, strach jest uczuciem paraliżującym, przez które ludzie nie realizują swoich marzeń. Sprawia, że człowiek zostaje w jednym miejscu przez wiele lat. Ja również musiałem sobie poradzić z uczuciem strachu. Stwierdziłem, że Bóg nie ma z nim nic wspólnego. Odkryłem, że każde uczucie lęku to tylko i wyłącznie iluzja oraz moje wyobrażenie o tym, co mogłoby się stać. Więcej niż 90% rzeczy, których się boimy, nigdy się nie wydarzy. Uważam, że jeśli ufam i wierzę Bogu, to muszę skupić się na tym, czego Bóg chce. Na rzeczach dobrych i pięknych.

Jak wygląda twój trening?

Do turnieju przygotowuję się z dużym wyprzedzeniem. Cały swój czas poświęcam na przygotowanie się do zawodów. Trening obejmuje bieganie, boks, ćwiczenia siłowe. Rozwijam wytrzymałość, biegając najpierw długie, a potem krótsze dystanse. Do tego dochodzą treningi natarcia, w parach, gdzie ćwiczę różnego rodzaju techniki. Taka zaprawa jest bardzo energochłonna. Walka sama w sobie nie jest długa, trwa 10 minut, ale by ją przetrwać, trzeba być w rewelacyjnej formie. Podczas walki jest dużo pracy beztlenowej, do tego dochodzą skrajne emocje, zwłaszcza, gdy człowiek zostaje trafiony. Długo trenuję i jeszcze nie poznałem swojego organizmu na tyle, żeby przez cały czas walki pracował tak, jakbym sobie tego życzył. Jestem w stanie na treningu przepracować w idealnym tempie godzinę lub dłużej. W walce natomiast, po około sześciu minutach, tego tempa mi troszeczkę brakuje.

Ile czasu zajmuje ci codzienna zaprawa?

Jeśli trenuję raz dziennie, to około półtorej godziny. Jednak by trening był dobry, muszę oszczędzać energię. Dopiero po ćwiczeniach mogę gdzieś pójść. Ale na ogół po treningu muszę coś zjeść i iść wcześnie spać.

Wspomniałeś, że treningi są energochłonne. Stosujesz jakąś specjalną dietę?

W czasie ćwiczeń tracę około 3,5 litra wody. I spalam tysiące kalorii, więc moja dieta jest energetyczna. Cały czas muszę kontrolować wagę. Często jest tak, że do walki muszę schudnąć kilka kilogramów, by zmieścić się w limicie wagowym.

Czy masz swój kodeks honorowy, który obowiązuje podczas walki?

Kieruję się jedną zasadą. Nie trzymam żadnych negatywnych emocji w stosunku do mojego przeciwnika i nie przenoszę emocji z ringu w życie. Po prostu wchodzę do walki, by udowodnić, który z nas jest lepszy. Po walce rywalizacja się kończy. Nigdy nie miałem problemów, żeby podać przeciwnikowi rękę.

A co z twoją złością?

Zacząłem trenować sztuki walki, żeby panować nad swoją agresją. Wejście na ring doprowadza mnie do skrajnych emocji, dzięki temu na co dzień jestem niezwykle spokojny. Ludzie, którzy mnie znają i przebywają w moim towarzystwie uważają mnie za opanowaną osobę.

Co byś powiedział studentowi pierwszego roku na pocieszenie po oblanym egzaminie?

Nieważne, ile razy coś ci się nie udaje. Ważne jest to, ile razy próbujesz od nowa. Ja swoją pierwszą walkę przegrałem. Mogłem sobie już wtedy powiedzieć: daj spokój, tak ciężko pracujesz, a tu porażka. Ważne jest to, by widzieć wyraźnie swój dalekosiężny plan. Wiedzieć, kim chce się być za parę lat. Warto trzymać się cały czas tego celu i o nim pamiętać. Jeżeli coś się wciąż nie udaje, trzeba zweryfikować swoje utarte sposoby i spróbować trochę inaczej. Aż do skutku. Kolejne pytanie, które warto sobie zadać to, czy to, co się wydarzyło będzie miało znaczenie za dwadzieścia lat. Pewnie niespecjalnie. Większość rzeczy, którymi przejmujemy się na co dzień, nie ma tak wielkiego znaczenia, gdy spojrzymy na nie z perspektywy dwudziestu lat. Lepiej więc podejść do oblanego egzaminu na lekko.

(rozmowa z 2010 roku)

 

STYLE WALKI:

K1 – japoński styl walki w pozycji stojącej, dozwolone są kopnięcia niskie na udo, kopnięcia wysokie, tak jak w karate, kombinacje bokserskie i uderzenie jednym kolanem.

Muay Thai – wywodzi się z Tajlandii, twardszy styl walki, można uderzać łokciami i kolanami oraz używać klinczu.

 

Siostra Izu – Osi Ugonoh zwyciężyła 4. edycję „Top Model”.
Osi wygrała 100 tysięcy złotych, kontrakt z międzynarodową agencją „Next” oraz okładkę w miesięczniku „Glamour”.
Gratulujemy wygranej!

CZYTAJ DALEJ
Zobacz również
Katarzyna Michałowska

Redaktor naczelna Magazynu "płyń Pod Prąd", reporter, dziennikarz, podcasterka na StacjaZmiana.pl, ogarnia @3miastotweetup i @TweetupAcademy. Przewodniczka po muralach na Zaspie #kochamurale. Od wielu lat szkoli młodych dziennikarzy. Prowadzi warsztaty związane z rozwojem inteligencji emocjonalnej. Inicjatorka i dyrektor programowy konferencji Medionalia. Twitter: KaMichalowska Snap: podprad Insta: Kmichalowska mail: naczelna(at)podprad.pl

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Poradniki

Na górę