Follemente… – recenzja filmu
„Follemente. W tym szaleństwie jest metoda” – recenzja filmu
O czym myślimy, gdy spotykamy kogoś po raz pierwszy? Ile wersji roboczych odpowiedzi tworzymy w głowie, zanim wypowiemy tę ostateczną? Jak osobowość może dyktować nasze zachowanie? Na te wszystkie pytania próbuje odpowiedzieć Paolo Genovese w swojej najnowszej produkcji, która pomysłem na fabułę przypomina animowany hit Pete’a Doctera i studia Pixar – „W głowie się nie mieści” (2015). Tyle, że tu w wersji o dorosłych i relacjach damsko-męskich.

Akcja filmu dzieli się na dwie przestrzenie: tę w świecie rzeczywistym – współczesne Włochy – gdzie na randkę umawia się Lara (Pilar Fogliati) oraz Piero (Edoardo Leo), i tę mającą miejsce w ich umysłach, gdzie znajdują się przedstawione w ludzkiej postaci różne „odcienie” osobowości bohaterów. Wszystko co ma miejsce na wieczornym spotkaniu, jest przez nie bacznie obserwowane i kontrolowane, bo to one są odpowiedzialne za każdą kolejną akcję czy reakcję postaci. Zaglądamy więc jako widzowie nie tylko do samego mieszkania Lary – w nim odbywa się spotkanie – ale też do umysłów dwójki zainteresowanych sobą nawzajem Włochów. A te przepełnione są ciągłymi wyborami, rozterkami, sporami oraz masą pytań, na które nie zawsze znajdą się tego wieczoru odpowiedzi.
W poszukiwaniu zaginionego zrozumienia
Reżyser Genovese stara się zobrazować procesy zachodzące w głowach kobiet i mężczyzn podczas pierwszego spotkania romantycznego. Lara jest 35-letnią restauratorką mebli, która poszukuje miłości na dłużej niż większość relacji, w które wchodzi, czyli chwilę. Piero to mężczyzna w średnim wieku uczący historii i filozofii w szkole średniej, po rozwodzie, wychowujący w partnerstwie z byłą żoną ich córkę. Choć oboje znajdują się w odmiennych etapach życia, łączy i sprowadza ich na umówione spotkanie jedno – pragnienie bycia zrozumianym, zauważonym i z kimś, kto nie sprawia, że czują się samotni.
Na ile trafna jest tak zaprezentowana diagnoza społeczna? Zależeć będzie już od odbiorcy. Bo choć temat kontaktów międzyludzkich wydaje się uniwersalny (aczkolwiek ujęty w fabularną wariację), o tyle sposób działania umysłów Lary i Piero już niekoniecznie.
Bohaterowie kierowani są różnymi pobudkami związanymi z ich osobowością, temperamentem oraz przystającymi do nich oczekiwaniami, pragnieniami czy potrzebami. Kreacje postaci lawirują między stereotypami a intelektualnymi wywodami. Tworzą nawiązania bezpośrednio odwołujące do kultury włoskiej, jak i takie o wymiarze globalnym. A to wszystko, choć może nie dla każdego w odbiorze będzie tożsame, w połączeniu z humorem i ironią nadaje oczekiwanej w produkcji włoskiego reżysera autentyczności.
Komedio-refleksja
„Follemente. W tym szaleństwie jest metoda” to dla mnie trafny przykład kina środka – z pozoru lekkiego, niepozornie, z biegiem upływających minut i kolejnych scen, dającemu widzowi szanse na otrzymanie jednak czegoś więcej niż tylko spełnionych oczekiwań względem gatunku, do którego się go przypisuje (komedia). Zaprasza do refleksji nad wewnętrznymi głosami, które tak jak w filmie – czasem impulsywnie, czasem z pełnią kalkulacji, czasem determinowane emocjami, czasem racjonalizujące, uważne na nasze doświadczenia czy charakter – doradzają, jak żyć. A może i rzeczywiście po obejrzeniu filmu oraz zadumie intrapersonalnej, w tym całym umysłowym szaleństwie, jak podpowiada tytuł, znajdzie się metodę. Przynajmniej warto spróbować.
Anna Merchel














