Wampiryczny poradnik o ludzkim jestestwie, czyli recenzja filmu „Życie dla początkujących”
Kino wampiryczne, które za metaforą skrywa refleksje o ludzkiej egzystencji to koncepcja opowiedziana już na wiele sposobów. W „Życiu dla początkujących” jest jednak coś, co zatrzymuje widza przy ekranie i stara się nie wypuścić aż do (swoją drogą pięknego) końca. Bo oprócz przemijania, bólu i ciemności, jest również o podejmowaniu ryzyka, o tym jak nie być „cwelem” (tłumaczone na przykładzie kibicowania jednemu z trójmiejskich klubów piłkarskich) oraz o chęci poszukiwania blasku, w nawet najbardziej zacienionych miejscach, i to z humorem.
Własny termos
Akcja filmu rozgrywa się w domu opieki, w którym pracuje Monia (Magdalena Maścianica) – spokojna, uprzejma, pracująca po nocach dziewczyna. Jednak do ośrodka nie sprowadziły jej tylko predyspozycje charakterologiczne, ale również wampirze pragnienie ludzkiej krwi, którą przez podłączone do chorych mieszkańców wenflony, przelewa do własnego termosu. I wszystko uchodziłoby jej na sucho, gdyby nie ten wścibski… wnuczek jednej z mieszkanek domu opieki – Czarek (Michał Sikorski). To on przypadkiem wpadając na Monię, wpada także na jej sekret, który rozlał się z kubka po podłodze. Chłopak szybko „łączy kropki” i zakłada, że podejrzane ugryzienia, do których dochodzi w ostatnim czasie w ośrodku to jej sprawka, lecz konfrontacja z prawdą stanie się trochę bardziej złożona niż zakładał.
„Pustka, ciemność, brak… wszystkich tych rzeczy jest wystarczająco w życiu każdego z nas”
Produkcja w reżyserii Pawła Podolskiego podejmuje temat trudu życia – w pełni, we własnej prawdzie, tu i teraz. Opowiada o bolączkach oraz dylematach egzystencji i konfrontuje ją z ideą nieśmiertelności, w różnych dyskursach często z resztą stawianą jako rozwiązanie, odpowiedź na nierozerwalnie wpisane w żywot ludzki poczucie braku czasu na wszystko, z czym przyszło bądź przyjdzie się mierzyć, bo przecież ten czas kiedyś się skończy.
Na słodko-gorzko
Jednocześnie w „Życiu dla początkujących”, pomimo nie aż tak długiego metrażu (1:15), znajduje się wiele przestrzeni na humor. Trudno do końca określić, czy jest on dyktowany dobrym zapisem w scenariuszu, czy może fantastycznym „delivery” aktorów i chemią, jaką wytworzyli między sobą (warto tu nadmienić pozostałych aktorów budujących atmosferę: Bartłomiej Kotschedoff, Małgorzata Rożniatowska czy Wojciech Machnicki), ale efekt jest jeden: śmieszy.
I ta mieszanka refleksji nad niełatwą problematyką z dodającymi oddechu wątkami komediowymi tworzy momenty, dla których oglądasz całość. Bo choć według mnie historia nie zawsze oddaje widzowi wszystko co należne, są sceny, które już konkretne w treść wraz z charyzmą wpisaną przez aktorów w postacie, budują zadowalający obraz całości, podbijany przez pięknie klimatyczne zdjęcia autorstwa Ernesta Wilczyńskiego. A to wszystko powoduje, że cytując grę słów padającą w jednym z dialogów: za tym filmem jednak „przepadasz specjalnie”, i tyle.
Anna Merchel
Życie dla początkujących – zwiastun