Rosja przestrzeliła z dronami
Rosyjska akcja, odwołująca się do fałszywej tezy, że „drony były z kartonu i patyków”, a więc ukraińskie, poniosła porażkę. To jednak nie oznacza, że Rosjanie nie spróbują ponownie – mogą użyć innych form sabotażu, by testować granice wytrzymałości Polaków. Celem pozostaje chaos i panika – przestraszeni ludzie sami mogą zacząć się krzywdzić
– Rosjanie chcą, żebyśmy myśleli, że mogą tu wjechać i zrobić wszystko. Jeśli nie będziemy dawać odporu, zaatakują do końca, bo to państwo agresywne – mówi Katarzyna Chawryło z OSW, specjalistka ds. Rosji, oceniając główny cel rosyjskiej akcji, tzw. „kryzysu dronowego”.
Podobnie jak dr Andrzej Kozłowski ocenia, że boty i trolle przegrały bitwę informacyjną z 9 na 10 września, gdy rosyjskie drony naruszyły przestrzeń powietrzną Polski. Choć generowane przez AI bzdury osiągnęły milionowe zasięgi, 70 proc. Polaków nie uwierzyło w rosyjskie narracje.
Po incydencie polskie społeczeństwo zostało poddane psychologicznej presji strachu i niepewności, by wzbudzić zwątpienie w instytucje demokratyczne i wymusić na rządzie zmianę polityki wobec Ukrainy.

Wojna hybrydowa to działania kinetyczne i informacyjne
Zarówno w przestrzeni powietrznej, jak i w internecie, noc z 9 na 10 września była precedensem.
– Pierwsze informacje pojawiły się już w nocy, szczególnie na forach lokalnych – mówi dr Andrzej Kozłowski. – Aktywowały się uśpione konta, boty zaczęły pisać komentarze. Najpierw, że Ukraińcy pozwolili rakietom przelecieć nad Polskę, potem że to sam Zełenski nasłał drony, żeby postraszyć NATO – dodaje Jakub Szymik.
– Na zdjęciach pożarów nie dało się niczego rozpoznać, ale o to chodziło – by nikt nie mógł zweryfikować źródła – tłumaczy Kozłowski z NASK. Przez kilka godzin panował chaos informacyjny – rządowe komunikaty nie docierały skutecznie do mediów.
– Lepsza komunikacja strategiczna to lekcja do odrobienia – mówi Chawryło, chwaląc jednocześnie, że rząd i prezydent mówili tego dnia jednym głosem.
Za monitorowanie dezinformacji odpowiadają w Polsce Ministerstwo Cyfryzacji, NASK, MON i MSZ. 10 września w trybie nadzwyczajnym zwołano Połączone Centrum Operacji Cyberbezpieczeństwa. Mimo to, z 208 zgłoszonych na Facebooku fałszywych treści usunięto jedynie dwie.
– Skuteczność była bardzo słaba. Takiej operacji nie da się rozmontować, jeśli nie rozmontujemy infrastruktury, czyli kont w mediach społecznościowych – podkreśla Kozłowski. – Dopóki platformom bardziej opłaca się tolerować dezinformację, bo generuje ona zasięgi i zyski z reklam, dopóty manipulacja będzie się opłacać – dodaje gorzko.
Kto sieje, ten zbiera
– Dezinformacja rzadko coś tworzy od zera. Wykorzystuje istniejące emocje i niedopowiedzenia – mówi Chawryło. – W Polsce od lat są środowiska powielające rosyjskie narracje.
– Ci, którzy zawsze głosili prorosyjskie hasła, natychmiast zaczęli komentować – przypomina Kozłowski. – Poseł Marek Jakubiak „pytał” tylko, jak to możliwe, że drony przeleciały tak daleko z Rosji, a influencer „Dziki Trener” pisał w podobnym tonie. Takie pytania z tezą podważają wiarygodność państwa – tłumaczy ekspert.
Tymczasem MON wydał komunikat:
„W wyniku ataku Federacji Rosyjskiej na Ukrainę doszło do bezprecedensowego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez obiekty typu dron. Był to akt agresji, który stworzył realne zagrożenie dla bezpieczeństwa obywateli.”
Równolegle Ministerstwo Cyfryzacji zidentyfikowało akcję dezinformacyjną mającą przekonać Polaków, że państwo nie reaguje, Ukraińcy wciągają nas w wojnę, wojsko jest nieprzygotowane, NATO nie pomaga, a Polska znalazła się w stanie wojny z Rosją.
– Od rana pojawiła się narracja, że to Ukraińcy przygotowali atak, żeby wciągnąć Polskę i NATO do wojny – relacjonuje Chawryło. – To była zaplanowana akcja. Rosyjskie media mówiły jednym głosem.
Kluczową rolę odegrał Andriej Ordasz, chargé d’affaires ambasady Rosji. – W czasie wizyty w MSZ udzielał na żywo wywiadu rosyjskim mediom, przekonując, że to „ukraińskie drony”. I taką wersję przekazał polskim władzom – opisuje Chawryło.
– Uaktywniło się wiele uśpionych kont. W ciągu dwóch, trzech dni wygenerowały około pięciu milionów zasięgu – mówi Szymik. Analiza fundacji pokazała, że 38 proc. komentarzy obarczało winą Ukraińców, mimo że tylko 2 proc. Polaków deklaruje sympatię wobec Rosjan. – Ta dysproporcja jest niebezpieczna – ostrzega ekspert.
– Widzieliśmy też materiały na polskim YouTubie w całości wygenerowane przez AI – obraz i głos. Niektóre miały ponad 100 tys. wyświetleń – dodaje Szymik.
Rosyjski błąd
– Gdyby Rosjanie ograniczyli się do ataku dronami na Polskę, mogliby rozbijać jedność Unii Europejskiej – ocenia Chawryło. – Tymczasem chwilę później zamknięto lotniska w krajach bałtyckich, zaatakowano lotnisko w Brukseli. Wspólny przekaz NATO i UE pomógł uporządkować sytuację.
Lekcje do odrobienia
– Kryzys z dronami to lekcja dla nas. Z punktu widzenia Rosji był to test – mówi Chawryło. – Test mechanizmów obrony, współpracy sojuszniczej, reakcji instytucji i społeczeństwa. Rosjanie obserwowali wszystko. Gdyby nie było reakcji, poszliby dalej. Jestem przekonana, że do takich sytuacji będzie dochodziło częściej.
Rekomendacje ekspertów
- Skoordynowana komunikacja strategiczna rządu.
- Wdrożenie DSA i rozmowy z Big Techami.
- Wsparcie przekazu państwa przez organizacje pozarządowe.
- Edukacja o dezinformacji – systemowa, nie akcyjna.
- Zaufanie do rzetelnych źródeł i instytucji.
- Świadomość działań hybrydowych – kognitywnych i kinetycznych.
- Silne media reagujące na dezinformację.
- Współdziałanie społeczeństwa i władzy – filar demokracji.

















