Fizyk z kluczem francuskim i hodowlą psów
Rozmowa z prof. Aleksandrą Mielewczyk-Gryń, naukowczynią z Politechniki Gdańskiej, to pasjonująca podróż przez meandry inżynierii materiałowej, innowacyjną dydaktykę i niekonwencjonalne ścieżki kariery. W wywiadzie prof. Mielewczyk-Gryń szczerze mówi o wyzwaniach w edukacji fizycznej, roli studenckich kół naukowych oraz o tym, dlaczego każdy naukowiec powinien być trochę jak telewizyjny MacGyver.
Dyskusja rozpoczęła się od diagnozy stanu polskiej fizyki, która, choć kiedyś była naszą wizytówką, dziś zdaje się tracić na popularności, zwłaszcza w liceach. Profesor Mielewczyk-Gryń, choć potwierdza, że na uczelniach technicznych problem może być mniej widoczny, dostrzega realne wyzwania w szkołach.
– Problemem jest zaplecze eksperymentalne, które mają nauczyciele. Pamiętam swoją maturę z fizyki, kiedy dostałam trzy mierniki i dowiedziałam się, że jeden nie działa i mam je tak podłączyć, żeby drugi się nie popsuł. A chodziłam wtedy do jednego z najlepszych polskich liceów. Niestety, ta sytuacja się nie zmienia – wspomina badaczka.
Dodatkową trudność stanowi konieczność konkurowania o uwagę młodzieży z technologiami, takimi jak TikTok czy sztuczna inteligencja, która rozwija naszą epokę postprawdy. W tej nowej rzeczywistości, nauczyciel musi stać się edukatorem i jednocześnie popularyzatorem, któremu coraz trudniej zrobić angażujące „show” tłumacząc zasady dynamiki Newtona.

prof. Aleksandra Mielewczyk-Gryń podczas prowadzenia debaty, w której uczestniczył Sławosz Uznański
Grywalizacja i MacGyver na ścianie
Aby dotrzeć do studentów, prof. Mielewczyk-Gryń stawia na innowacyjne metody nauczania, w tym grywalizację. Jej studenci pierwszego roku… hodują psy! Za każdy zrealizowany element wykładu zdobywają punkty, które odpowiadają rozwojowi wirtualnego szczeniaka. Ostatnio na zajęciach grali nawet w wykładowe bingo.
– Musimy zacząć myśleć inaczej o nauczaniu fizyki – podkreśla prof. Aleksandra Mielewczyk-Gryń.
Choć te metody są nowatorskie, cel pozostaje fundamentalny – znajomość fizyki jest niezbędny.
– Nie ma kształcenia inżynierów bez fizyki – kwituje, podając przykład inżyniera budownictwa, dla którego dynamika jest podstawą zawodu.
– Jak wsiąkłam, to wsiąkłam – wspomina. – Zawsze mówię moim studentom, że jak się zapiszą do koła naukowego, to grozi im dożywocie na Politechnice – żartuje.
Co ciekawe, osobistą inspiracją do obrania ścieżki fizyka okazał się… agent specjalny.
– Zostałam fizykiem, bo zawsze chciałam być MacGyverem. MacGyver był fizykiem z wykształcenia – zdradza z uśmiechem.
To podejście jest zresztą praktykowane w jej zespole.
– W naszym laboratorium na ścianie wisi obraz świętego MacGyvera – mówi Aleksandra, dodając, że to odzwierciedla realia pracy naukowej, gdzie większość aparatury konstruuje się i naprawia samodzielnie.
Naukowe ADHD i średniowieczna ceramika
Profesor Mielewczyk-Gryń określa się mianem osoby z naukowym ADHD. Choć główną osią jej pracy jest inżynieria materiałowa (obecnie ogniwa paliwowe i materiały termoelektryczne), nie ogranicza się do jednego tematu. Jej otwarte podejście doprowadziło do fascynujących, interdyscyplinarnych projektów.
– Kariera fizyka niczego nie zabiera, bo pamiętam, jak byłam małą dziewczynką, chciałam być archeologiem… a teraz współpracuję z Muzeum Archeologicznym w Gdańsku, gdzie badamy średniowieczne ceramiki użytkowe – opowiada.
Właśnie to łączenie pasji najbardziej ceni w swojej pracy, nawet jeśli oznacza to nienormowany czas pracy.
Koła naukowe kuźnią kadry
Kluczową rolę w formowaniu przyszłych naukowców, zdaniem Profesor, odgrywają koła naukowe. Uznaje je za prawdziwą kuźnię talentów i miejsce, gdzie rodzą się kluczowe relacje ważne dla przyszłej kariery.
– Ciężko mi jest wymienić osobę, która działała aktywnie w tym kole [Studenckie Koło Naukowe Fizyki] i nie zrobiła doktoratu – podkreśla Mielewczyk-Gryń.
Współpraca i relacje międzyludzkie są dla niej równie ważne, jak i kwalifikacje merytoryczne.
Powrót kawiarni naukowej
Profesor Mielewczyk-Gryń, aktywna w popularyzacji nauki, planuje reaktywację inicjatywy Trójmiejskiej Kawiarni Naukowej, którą prowadziła przed pandemią. W swobodnej atmosferze pubu spotkania mają łączyć różne dziedziny – od sztucznej inteligencji, przez Słowackiego, po orangutany z gdańskiego zoo.
– Ja takie rzeczy lubię – puentuje, udowadniając, że naukowiec to nie tylko badacz zamknięty w laboratorium, ale także MacGyver, nauczyciel i popularyzator, dla którego nie ma stałej Plancka w poszukiwaniach wiedzy.
Katarzyna Michałowska














