Nasz profile

Droga sumienia – „To był zwykły przypadek”

Multimedia

Droga sumienia – „To był zwykły przypadek”

Droga sumienia – „To był zwykły przypadek”

Za cierpieniem często stoi poczucie niesprawiedliwości. To wtedy pytanie „dlaczego?” przestaje być retoryczne, znalezienie odpowiedzi wydaje się niezwykle naglące, a skrzywdzony może nie tyle zacząć postrzegać siebie jako kogoś, kto ma prawo tej sprawiedliwości doświadczyć, co także samemu ją wymierzyć, oraz przy tym uznać, że wyrządzone zło można odkupić, jedynie odpłacając tym samym. I o ile definicja zemsty wydaje się prosta, to Jafar Panahi pokazuje, jak jej realizacja może okazać się zdecydowanie bardziej złożona.

Współczesny Iran, wieczór, małżeństwo z córką wracające samochodem do domu – tak wprowadza się widza do świata, który początkowo wydaje się zwyczajny. Jednak można już czuć wiszące w czterech ścianach pojazdu rosnące napięcie.

Nagle na drogę wbiega pies, a rodzinny samochód nie zdąża wyhamować. Pasażerom nic się nie dzieje, jednak córka (Delmaz Najafi) jest wyraźnie poruszona tym, co się stało. I chociaż z pozycji odbiorcy nie przedstawia nam się stanu zwierzęcia, do którego kierowca wychodzi z pojazdu, słyszymy jego jęki. Możemy jedynie domniemywać, że nie miałby zbyt wielu szans na przeżycie – przy zaznaczeniu – istotnym dla takiego rozpoczęcia historii, że pewności w tym jednak nie mamy. Ojciec po chwili wraca do samochodu i odjeżdżają. Poruszona córka nie daje sprawie spokoju, jasno uznając w tej sytuacji winę kierującego pojazdem rodzica. To wtedy z ust matki (Afssaneh Najmabadi) padają słowa: „to był zwykły przypadek”.

Chwilę później samochód zaczyna szwankować i staje na środku drogi. Rodzina szybko otrzymuje pomoc w naprawie pojazdu od człowieka z pobliskiego domu, lecz to nie awaria staje się tu najważniejsza. W budynku przebywa również Vahid (Vahid Mobasseri), który zauważa w mężczyźnie z auta (Ebrahim Azizi) niepokojące podobieństwa do swojego kata z przeszłości: wysokiego rangą policjanta odpowiedzialnego za tortury wymierzane przetrzymywanym obywatelom sprzeciwiającym się reżimowi.

Co zrobić, jeśli podejrzenie okaże się prawdą?

Vahid nie ma pewności, jednak czuje ogromną potrzebę zmierzenia się z traumatyczną przeszłością i wierzy, że to właśnie ten przypadkowo spotkany mężczyzna jest jej okrutną częścią. Kierowany emocjami następnego dnia porywa mężczyznę i rozpoczyna próbę udowodnienia, że to naprawdę jego dawny oprawca. W tym celu odnajduje byłych współwięźniów, licząc na pomoc. Szybko okazuje się jednak, że najtrudniejsza nie będzie wyłącznie identyfikacja porwanego, lecz odpowiedź na pytanie: co zrobić, jeśli podejrzenie okaże się prawdą?

Cena sprzeciwu

Warto zaznaczyć, że jeden z czołowych przedstawicieli Nowej fali kina irańskiego, poprzez twórczość sprzeciwiającą się autorytarnemu reżimowi panującemu w kraju, notorycznie zostaje ograniczany bądź pozbawiany wolności w wymiarze artystycznym jak i osobistym. Pod koniec zeszłego roku Panahi po raz kolejny został skazany przez irański sąd. Tym razem zaocznie na rok więzienia, dwuletni zakaz opuszczania Iranu oraz dwuletni zakaz udziału w grupach politycznych czy społecznych za działania propagandowe sprzeciwiające się systemowi władzy. „To był zwykły przypadek” nie odbiega od konsekwentnie podejmowanej przez reżysera tematyki, okraszając swoją produkcję wymiarem intymności i autentyczności w proponowanej przez niego historii.

Brzemiona przeszłości

Laureat Złotej Palmy na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes – irańsko-francusko-luksemburska produkcja – stopniowo przeistacza się w film drogi. Z każdą minutą, niczym w rozgrywanej na oczach widza partii szachów, odsłania kolejne karty fabuły. I choć nie wszystkie wątki są od razu czytelne, rytm opowieści utrzymują znakomite role aktorskie oraz umiejętne łączenie dramatu psychologicznego z chwilami komediowego oddechu. Dzięki temu widz raczej zostanie z filmem do końca, wyczekując na wydany przez bohaterów „wyrok” w sprawie porwanego.

Scenariusz i reżyseria zręcznie przerzucają skupienie odbiorcy z rozpoznania domniemanego oprawcy, na to jakie emocje oraz stany wywołuje ta sytuacja w ofiarach. Przyglądamy się bieżącym przeżyciom postaci – sprzecznym, niełatwym do wyrażenia, złożonym – które muszą zmierzyć się z nieoczekiwanym spotkaniem z własną przeszłością oraz osądzić, jak zamierzają się z nią rozprawić.

Widz obserwuje różne reakcje: od bezwzględnej pewności, że porwany mężczyzna to ktoś odpowiedzialny za ich cierpienie, po postawy skruchy i wątpliwości, w których pojawia się pytanie, jak ktoś, kto kiedyś był tak okrutny, mógłby dziś prowadzić spokojne życie?

Każda kolejna interakcja bohaterów coraz wyraźniej odsłania teraźniejszość ofiar reżimu oraz samego porwanego, a wraz z tym narasta wewnętrzny konflikt tych, którzy z pozycji ofiar trafili w rolę przetrzymujących. I wydaje się, że w to moralne rozdarcie Panahi chce zanurzyć widza najgłębiej.

Granice przypadkowości

Podwójnie nominowany do tegorocznych Oscarów „To był zwykły przypadek” jest dla mnie dość przystępną narracyjnie historią (choć wcale nielekką ani niełatwą w poruszanych tematach) o tym, jak nieprzystępne bywa życie. Opowieścią, którą warto obejrzeć, niezależnie czy ze „zwykłego przypadku”, czy też nie. To refleksja o dobru i złu, ludzkiej moralności, człowieczeństwie oraz wszystkim, co znajduje się pomiędzy, wraz ze szczególnie mocno wybijającym się pytaniem: czy wyrządzenie cierpienia można sprowadzić do bycia „zwykłym przypadkiem”?

Anna Merchel

Follemente… – recenzja filmu

Studentka trzeciego roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Interesuje się kinematografią, polską sceną muzyczną (w szczególności tą alternatywną i rockową) oraz psychologią. Dumna Kaszubka, mieszkająca obecnie w Trójmieście (fanka numer jeden Sopotu).

Komentarze

Komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także Multimedia

Na górę