Moja Wielkanoc po „krakosku”
Gdy byłam młodsza co roku w Poniedziałek Wielkanocny wybieraliśmy się z rodzicami w okolice krakowskiego Salwatora na odpust Emaus.
Nie bardzo wiedziałam czym on jest, raczej wolałam zachwycać się tam dużą ilością kolorowych balonów wypełniających ulice. Z wiekiem coraz częściej zaczęłam interesować się pochodzeniem tego zwyczaju. W końcu coś, co jest kultywowane co roku, musi mieć jakieś znaczenie, albo chociaż ciekawą historię, prawda?
Czym jest Emaus?
Emaus zawdzięcza swoją nazwę miejscowości biblijnej, do której zmierzali apostołowie po odkryciu pustego grobu. Podczas tej drogi dołączył się do nich sam zmartwychwstały Jezus.
Rozmawiali z Nim, a Ten wyjaśniał im Pisma, jednak oni Go nie rozpoznali. Dopiero podczas łamania chleba, gdy zatrzymali się wieczorem, zrozumieli kto towarzyszył im przez całą podróż. Aby upamiętnić to wydarzenie, już od średniowiecza w Europie w Poniedziałek Wielkanocny odbywały się pielgrzymki do kościołów położonych poza miastem. Towarzyszyły im liczne odpusty. Dawniej takich inicjatyw, w drugi dzień świąt w Krakowie było więcej, jednak najpopularniejszym z nich był ten w dzielnicy Zwierzyniec. I to właśnie on przetrwał do naszych czasów.
Pierwsze wzmianki o Emaus przy klasztorze Norbertanek na Salwatorze pochodzą z XVI wieku.
Jak współcześnie wygląda ten odpust?
Na krakowskim Zwierzyńcu co roku w Poniedziałek Wielkanocny rozstawiane są liczne kramy. Można na nich kupić różnego rodzaju przysmaki m.in. pierniki czy precle na sznureczku. Oprócz tego znaleźć tam można dewocjonalia, rękodzieło i oczywiście zabawki.
Przykładem rękodzieła są drewniane figurki Żydów, grających na instrumentach lub czytających Torę. Niegdyś można tam było znaleźć także tzw. drzewka emausowe. Obecnie pojawiają się tam rzadziej, dlatego też Muzeum Krakowa zachęca do wykonania ich własnoręcznie i udziału w konkursie.
Konkurs ten poprzedza pochód, podczas którego uczestnicy prezentują swoje dzieła idąc przez centrum miasta. Zwykle drzewka te wykonane były z drewna. Składały się z gniazda z figurkami piskląt lub ptaka osadzonego na kiju ozdobionym listkami. Ich tradycja sięga czasów przedchrześcijańskich i wiąże się z wierzeniami, według których dusze zmarłych powracają na ziemię pod postacią ptaków i szukają schronienia w gałęziach drzew. Symbol ten odnosi się także do budzącej się do życia przyrody. Jak pięknie łączy się to z wiosną oraz chrześcijańskim przesłaniem o nowym życiu!
Kraków pełen folkloru
Kraków ma wiele pięknych tradycji. W tym roku na Małym Rynku odbył się również kiermasz św. Józefa, patrona miasta. Można było tam znaleźć ręcznie wykonane przedmioty oraz regionalne przysmaki. Całości towarzyszyły występy zespołów ludowych.
Jednak nie tylko miasto miało swoje świąteczne zwyczaje. Podkrakowskie wsie także były pełne obrządków. Jeden z nich odbywał się podczas Triduum Paschalnego. Wieczorem, w Wielki Czwartek tworzono krzyżyki z palm po Niedzieli Palmowej (które dawniej wykonywano własnoręcznie z gałązek oraz bazi i nie tylko). Następnego dnia o świcie umieszczano je na polach uprawnych. Tradycji towarzyszyło także rozpalanie ognisk. Wierzono, że uchroni to ziemię oraz domostwo przed nieszczęściami.
Piękno tradycji a sens świąt
Regionalne tradycje i poznawanie historii tworzą niezwykły klimat. Mogą one nawet wzmacniać wiarę i na nią wskazywać. Jednak „każdy kij ma dwa końce”.
Ta piękna otoczka może przysłonić prawdziwe przesłanie Wielkanocy. Czy w tym czasie potrafimy jeszcze dostrzec Zmartwychwstałego? A może podobnie jak apostołowie w drodze do Emaus, przeoczamy Chrystusa choć jest On tuż obok nas?
Julia Adamczyk
























