Biografia Leonarda Cohena „na bogato”
Ocena: 4,5/5
“Leonard Cohen. Świadek upadku aniołów”
Christophe Lebold
Wydawnictwo ZNAK Literanova, Kraków 2026
Leonard Cohen to postać, która od dekad wymyka się prostym definicjom. Był poetą, pisarzem, pieśniarzem, poszukiwaczem sensu i człowiekiem pełnym sprzeczności. Przez ponad dwadzieścia lat Christophe Lebold podążał śladem tego fascynującego artysty ubiegłego wieku, a rezultatem jego pracy jest wyjątkowa biografia – wydana w eleganckiej twardej oprawie, bogata w archiwalne fotografie oraz głębokie refleksje. Książka, która zrobiła wrażenie nawet na samym Cohenie, w Polsce ukazała się w znakomitym przekładzie Filipa Łobodzińskiego.
Esej o muzyce i duszy
Zapewne wielu czytelników (podobnie jak ja) sięgając po tę pozycję, spodziewało się klasycznego, chronologicznego reportażu z życia gwiazdy. Tymczasem, jak zapowiada we wstępie tłumacz, otrzymujemy esej literacko-filozoficzny.
Skupia się niekiedy na pojedynczym słowie
Książka Christophea Lebolda nie śledzi jedynie faktów; to wnikliwa, miejscami wręcz przenikliwa analiza twórczości Cohena wsparta solidnie udokumentowanymi faktami. Autor spogląda na życie artysty przez pryzmat jego utworów, skupiając się niekiedy na pojedynczym słowie, by wyprowadzić kluczowe wnioski. Taka perspektywa – osadzona w tradycjach judaizmu, chrześcijanizmu i buddyzmu – może początkowo zaskoczyć, a nawet wymagać od czytelnika odrobiny skupienia i zaufania. Warto jednak pójść tą drogą, bo w słowach Lebolda dosłownie dotykamy muzyki i duszy Cohena.


Od montrealskiej awangardy po klasztor zen
Lebold prowadzi nas przez barwne etapy życia artysty. Od dzieciństwa naznaczonego stratą, przez montrealską awangardę, kubańskie więzienie, nowojorską bohemę i grecką wyspę Hydrę, aż po lata spędzone w klasztorze zen i niespodziewany powrót na wielką scenę.
W jego dziełach odbijają się najważniejsze przemiany kulturowe drugiej połowy ubiegłego wieku i początku naszego. Kontrkultura lat 60., rewolucja obyczajowa oraz kryzys tradycyjnej religii u progu nowej duchowości. To opowieść o pięciu dekadach kultury Zachodu opowiedziana przez pryzmat człowieka, który potrafił uchwycić jej ducha lepiej niż inni.

Leonard Cohen i Christophe Lebold
Nowe spojrzenie na ikoniczne teksty
Jednym z najciekawszych doświadczeń podczas lektury jest obcowanie z nowymi przekładami utworów Cohena, których podjął się Filip Łobodziński. Nie znajdziemy tu wyłącznie klasycznych tłumaczeń Macieja Zembatego, Karpińskiego, Wyszogrodzkiego, Kołyszkoczy czy Lipszyca – tłumacz wchodzi w intymny dialog z oryginałami oraz z dorobkiem swoich poprzedników.
Dzięki temu zyskujemy nową perspektywę: obok kultowej Zuzanny Zembatego mamy teraz Suzanne Łobodzińskiego, a obok Jestem twój – Otom jest. Co więcej, Łobodziński uatrakcyjnił polskie wydanie, umieszczając na dolnych marginesach liczne przypisy i autorskie komentarze, które pogłębiają opowieść i uwzględniają niuanse pominięte w przeszłości.
Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę?
Jak celnie zauważył prof. Jerzy Jarniewicz:
„To najlepsza książka o tym twórcy, jaką czytałem. Jest w niej wszystko, i to napisane z biglem, barwnie i ze znawstwem. Choć rzecz jest na kilka dłuższych wieczorów, pochłonęła mnie bez reszty. Uczta!”
Wtóruje mu dziennikarz muzyczny Roman Rogowiecki:
„Znacie i lubicie piosenki Leonarda Cohena? W takim razie czas poznać człowieka, który za nimi stoi. Ta książka to intelektualny slalom przez życie artysty. Ja odleciałem!”
„Świadek upadku aniołów” to pozycja idealna dla fanów Kanadyjczyka, miłośników ambitnej literatury oraz każdego, kto chce odkryć nieoczywiste znaczenia takich hymnów jak Famous Blue Raincoat czy Hallelujah.
Pozostaje mi podpisać się pod słowami Filipa Łobodzińskiego: ta książka z pewnością przyniesie ogromną satysfakcję nie tylko znawcom życia i twórczości artysty, ale też tym, którzy szukają po prostu głębokiej, niebanalnej lektury.
Katarzyna Michałowska
Cytat z książki:

„Tak więc piosenka może zapewnić zbawienie. Jak tego dokonuje? To dość prosty proces: melodia łączy cię z twoimi emocjami i pozwala rozkoszować się nawet tymi smutnymi. Głos śpiewaka przemawia bezpośrednio do ciebie i rozprasza twoją samotność. W trzy bądź w cztery minuty słowa piosenki mówią wszystko, co było powiedziane: żyjemy, kochamy, płoniemy, umieramy. A harmonia brzmieniowa przez cały czas pozwala ci zapomnieć o wszystkim, co wywołało twoje wyobcowanie.
Cała piosenkowa twórczość Leonarda Cohena opiera się na tej fundamentalnej wierze: piosenki są duchowym orężem otwierającym nasze serca, ale także niematerialnymi talizmanami, które wszędzie ze sobą nosimy. I sanktuariami, w których znajdujemy otuchę – miejscami głębokiego, autentycznego pocieszenia.
Widać jasno w mrocznych walcach flamenco z początków kariery artysty i w emanujących mądrością pieśniach electro tworzonych przezeń później – piosenki mają moc uzdrawiającą i potrafią przynieść zbawienie. W każdym razie na cztery minuty.
A teraz musimy tylko pokazać, w jaki sposób życie Leonarda uczyniło go tak wybitnym mistrzem owej sztuki.”



















