Nasz profile

Unoszeni siłą fal, dryfują, szukając przestrzeni…

Aktualności

Unoszeni siłą fal, dryfują, szukając przestrzeni…

Unoszeni siłą fal, dryfują, szukając przestrzeni…

Czy słyszeliście kiedyś La vie en rose Édith Piaf po hebrajsku? Myślałam, że nic, tak jak oryginał, mnie nie porwie – a jednak. W filmie Meduzy izraelskich twórców Shiry Geffen i  Etgara Keret ten motyw muzyczny został wykorzystany wprost genialnie. Ale dziś nie o tylko o muzyce, a przede wszystkim o metaforycznym obrazie z La vie en rose w tle.

Bo film wyjątkowy, niebanalny, a wręcz wybitnie oryginalny. Z przestrzenią interpretacyjną, którą widz musi sam wypełnić. Akcja toczy się w dość spokojnym, pozbawionym politycznego tła, Tel Awiwie. Tu na pierwszy plan twórcy wysuwają ludzi i ich problemy. To pewnego rodzaju studium marności samotnego człowieka XXI wieku, któremu wydaje się, że może panować nad swoim losem. Pojawia się metafora człowieka – meduzy, który tak, jak tytułowa meduza, przegrywa walkę z żywiołem – wodą, mimo, że wydaje się mu, że na wszystko ma wpływ. Według tej filmowej interpretacji jesteśmy tylko unoszącymi się na wodzie meduzami, które choć niby żyją swoim rytmem, to i tak nie są w stanie decydować, dokąd je woda poniesie. Zatem czyżby wszystko, co nas otacza, było dziełem przypadku?

Film jest historią kobiet i ich zmagań ze skomplikowanym planem, którego w całości i samodzielnie sobie nie wybrały. Meduzy rozpoczyna scena wesela, w której poznajemy nasze bohaterki. Ich wzajemne losy nie są stricte połączone, ale od czasu do czasu siła przypadku styka je ze sobą. A więc odbywa się przyjęcie weselne Keren i Michaela, na którym Batia kelneruje, Neomi robi zdjęcia, a Filipinka Joe jest opiekunką izraelskich staruszków. Od tej pory będziemy poznawać je pojedynczo, a ich losy potwierdzą w jakim świecie absurdów żyjemy. Zatem Keren złamie nogę i nie pojedzie z mężem na wyczekiwaną podróż poślubną, Batia będzie walczyć ze sobą po rozstaniu z chłopakiem i przypadkowo spotka na plaży niemówiącą ani słowa pięcioletnią dziewczynkę, a Joy stęskniona za własnym synem będzie dalej opiekować się starszymi, samotnymi ludźmi. Proporcje nie są w filmie równe, śmiało można uznać, że mimo wszystko to Batia jest główną meduzą. Bo najbardziej osamotnioną, nieco niepozbieraną, której los ciągle zadaje najtrudniejsze pytania.

Kilka słów o formie się należy. A forma bardzo skromna, bo każda inna wypadłaby zbyt kiczowato. Meduzy  to przede wszystkim treść, metafizyka i to one zmuszają do refleksji w ciepły, stonowany sposób.  Co do zdjęć – bardzo często wykorzystany został obraz morza, które ma znaczenie symboliczne – jest żywiołem, tętniącym źródłem życia, ale i miejscem refleksyjnego ukojenia. Za reżyserię tego dzieła zabrała się para artystów przez duże A, dlatego jest to tak poetycki film. Muzyka, oprócz wspomnianej na początku hebrajskiej wersji La vie en rose, w tym przypadku ma nas subtelnie poruszyć  i doskonale spełnia swoją funkcję.

Europa uznała film za jeden z najlepszych debiutów. Obraz izraelskiej pary zdobył Złotą Kamerę roku i Nagrodę Stowarzyszenia Autorów, Reżyserów i Kompozytorów za najlepszy scenariusz na festiwalu w Cannes w 2007.

Meduzy traktują o absurdach, o dziwnych kolejach losu, nad którymi zupełnie nie panujemy i których na pewno nie zaplanujemy. Po obejrzeniu tego filmu można pofilozofować o marności człowieka wobec sił go otaczających. Wysuwa się wniosek, że to czy odniesiemy sukces zależy od tego,  na jakim gruncie przyjdzie nam egzystować i jakich ludzi spotkamy. Ta izraelsko-francuska produkcja to obowiązkowa pozycja dla wszystkich, którzy uwielbiają rozprawiać nad dziełem dawno po jego obejrzeniu . Ja rozprawiam już drugi tydzień.

TYTUŁ ORYGINAŁU: Meduzot
REMIERA: 25 kwietnia 2008 (Polska) , 22 maja 2007 (świat)
REŻYSERIA: Shira Geffen, Etgar Keret
MUZYKA : Christopher Bowen
SCENARIUSZ: Shira Geffen
ZDJĘCIA: Antoine Héberlé
OBSADA: Sarah Adler – Batia, Ma-nenita De Latorre – Joy, Noa Knoller – Keren, Naama Nisim – Noemi

Paulina Pola Andrzejewska

Miłośniczka kina, inspirujących historii i wielkich widowisk. Obserwatorka festiwali i poszukiwaczka drugiego dna w każdej fabule. Z wykształcenia i zawodu dietetyk. Absolwentka Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy. Od najmłodszych lat chciała zostać aktorką, ale ostatecznie przyjemniej jej było oglądać niż grać na szklanym ekranie. Kino kocha i to ono obok sztuki zdrowego jedzenia jest jej największą życiową pasją. Insta: dietetykpola

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Aktualności

Na górę