Nasz profile

Aneta Modelska – List, który przyszedł za późno

Książki

Aneta Modelska – List, który przyszedł za późno

Aneta Modelska – List, który przyszedł za późno

Videograf II, 2011 rok
Ocena: 3/5

Po co ludzie czytają kryminały? Bez wątpienia dla poczucia szybkiej akcji, tajemnicy, którą owiana jest zbrodnia. Żeby poczuć się odrobinę niepewnie. Wyjść poza zasady moralne obowiązujące w świecie i znaleźć się po ciemnej, niebezpiecznej stronie życia. Doświadczyć adrenaliny, poszukując mordercy. Tego wszystkiego spodziewałam się znaleźć na stronach Listu, który przyszedł za późno Anety Modelskiej.

Lot Paryż-Warszawa. Tomek Dybruk wraca do kraju po wizycie u byłej żony Dominique. Kiedy orientuje się na lotnisku, że przypadkowo pomylił walizki, nieskutecznie próbuje zatrzymać jej prawowitego właściciela. Postanawia więc otworzyć cudzy bagaż z nadzieją na odnalezienie adresu. Tym sposobem w jego ręce trafia list, pełen emocji, trochę chaotyczny w sam raz dla psychologa, którym z zawodu był bohater. Nie przeczytałby go jednak, gdyby nie zdjęcie młodzieńczych ud autorki dołączone do wyznań.

Adresatem listu był Janusz Zalipski, jak się wkrótce okazało, nieżyjący od 15 lat. Tomek miał zamiar odnaleźć za jego pośrednictwem autorkę listu Sandrę Arsztrejer i napisać o niej artykuł, jednak niespodziewane okoliczności, a dalej dociekliwość zagadki doprowadziły psychologa w zupełnie inne miejsce.

Pisarkę warto pochwalić za pomysł. To nie dociekanie prawdy o zbrodni jest osią wydarzeń, lecz jej skutki w życiu tych, którzy byli jej świadkami. Osobą, która łączy historie 4 zastraszanych świadków, jest Sandra, autorka tytułowego listu. Problem w tym, że czytelnik nie dostaje możliwości prowadzenia własnego dochodzenia, a jedynie biernie musi dać się prowadzić rozmyślaniami bohaterów. Nie poznajemy treści listu, który zapoczątkował poszukiwania, a także nie poznajemy wszystkich działań postaci, widząc często jedynie ich końcowy efekt. To wprowadza pewien dystans, barierę między nadawcą a odbiorcą. Stoi też za przyczyną braku poczucia zagłębienia się w akcję, a przy tak obszernej pozycji zjawisko „wciągnięcia” czytelnika jest po prostu niezbędne.

Zaletą książki jest także rozkład graficzny treści oraz język pisarki. Pięć części zatytułowanych rodem z żargonu fotografa, podzielonych zostało na rozdziały, a w nich na jeszcze mniejsze fragmenty, co dodaje dynamiki tekstowi przy jednoczesnym rozdzieleniu istotnych, ale nowych wątków. Krótkie zdania, język bez zbędnej opisowości, przystępny, czasem nawet wulgarny. Czyta się jednak zbyt „lekko” a powinno z napięciem, jak na dobry kryminał przystało.

Lekkim niedociągnięciem są kreacje bohaterów. Autorka postawiła sobie trudne zadanie wejścia w psychikę mężczyzny – głównego bohatera. W dialogach i przemyśleniach wyczuwa się czasem, że wyszły one spod pióra kobiety. Tomek sprawia trochę wrażenie odrealnionej postaci. Ta jego determinacja, żeby narażać niejednokrotnie życie dla czyjejś tajemnicy wydaje się być przejaskrawiona, a używanie wulgaryzmów wcale nie czyni postaci bardziej wiarygodną. Pojawia się też bardzo wiele epizodycznych postaci. Rzadko kiedy ich wystąpienie jest uzasadnione i wnosi cokolwiek znaczącego do powieści.

List, który przyszedł za późno z pewnością nie zasługuje na najwyższą półkę wśród beletrystyki. Ktoś chyba dość pochopnie zakwalifikował ten utwór do kryminałów, bo sama zbrodnia nie odgrywa wielkiej roli, a fabuła bliższa jest powieści sensacyjnej. Nie mniej jednak polecam wszystkim, którzy cenią sobie przystępny język, wartką akcję i bardziej, niż niedociągnięcia pióra autorki, interesuje ich ciekawe ujęcie tematu.

Fragmenty książki:

„Rozmowę serio zaczęła po powrocie do pokoju:
– Wiesz, Sandra, to jeszcze ciągle do mnie wraca. Dobrze, że byłaś wtedy we Francji, że przyjechałaś dopiero na pogrzeb. Nie widziałaś tego, nie wiesz, jak to wygląda z bliska. Mam nadzieję, że dzięki temu umiałaś zapomnieć.
– Marta, ja już wiem. Wiem wszystko. Od niedawna.
– To ile za to chcesz?
W jednej chwili wszystko się splotło. To wynikało już nawet z opowieści Krantza.(…) I ten jej uśmiech. Wszystko.
– Za to, że nie zeznam pani adwokat, że to ty powiedziałaś o Januszu? O tym, że on chce iść na policję? Tym, którzy go zabili? Ile chcę za to?”

„Zeno zatrzymał się obok Tomka, poklepał dłońmi po kieszeniach. Prosty, zwyczajny gest, gdyby nie jeden drobiazg. Jego nadgarstek. Nie było na nim roleksa.
Pierwszy cios rozpalił w żołądku żar, zmiażdżył oddech, wgniótł słowa w otwarte usta.
-Chciałeś słyszeć, co wiem o Krantzu?
Drugi ugodził w jądra, wbił pręty bólu w głąb ciała.
– Nie zadawaj mi, koleś, nigdy takich pytań.
Trzeci trafił prosto w świeży strup na skroni.
Tomek osunął się na chodnik. Następnych ciosów już nie czuł”.

 

()

CZYTAJ DALEJ
Zobacz również
Redakcja Pod Prąd

Magazyn "płyń POD PRĄD” jest ogólnopolskim bezpłatnym kwartalnikiem studenckim z corocznym numerem specjalnym - STARTER dla studentów pierwszego roku. Magazyn trafia w potrzeby studentów używając różnorodnych form, takich jak: reportaże z ważnych wydarzeń na uczelniach; wywiady ze studentami, psychologami, profesorami, ciekawymi ludźmi; prezentacje kół naukowych; porady dotyczące zachowania się w różnych sytuacjach w życiu studenckim. „płyń POD PRĄD” dotyka ważnych tematów w życiu społecznym studenta, takich jak nauka, wartości oraz relacje międzyludzkie. Chcesz do nas pisać? Napisz! redakcja(at)podprad.pl Chcesz by objąć patronatem wydarzenie studenckie? Napisz do Marty! Marta Chelińska mchelinska(at)hotmail.com Kontakt do naczelnej - Katarzyny Michałowskiej: naczelna(at).podprad.pl

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Książki

Na górę