Przemek Opłocki – Zielony księżyc, czyli opowieść o Kuni Szawie
To druga książka Przemka Opłockiego, jaką miałam zaszczyt recenzować. Tym razem autor odszedł od osobistych doświadczeń i wprowadził nas w świat P., Słodkiego Śmiecia. Jest to świat pełen brudu, smrodu i „walki o byt”. Nie przypadkowo napisałam ostatnie sformułowanie w cudzysłowie. Jest to bowiem walka groteskowa – Słodki Śmieć jest bezdomnym intelektualistą, „walczącym” z Bukadzyńskim, to jest, z właścicielem supermarketu Oszczędź Grosza. W tej batalii towarzyszy mu wielu ludzi, najczęściej wbrew woli P.
Cała historia nie jest rozbudowana. Obejmuje wątek główny oraz zarówno opowieści poszczególnych towarzyszy Słodkiego Śmiecia, jak i wynurzenia głównego bohatera. Tak małe skomplikowanie sjużetu nie powoduje nudy. A to ze względu język opowieści. Ten przesycony jest specyficznym połączeniem aforystyki, rodem z Milana Kundery, z potocznym slangiem. Połączenie, dość karkołomne, wywołuje efekt ciekawej groteski. Czasem jednak kontrast pomiędzy tym co wysokie a tym co niskie jest zbyt duży. To z kolei wybija z rytmu czytania. Zważywszy na poprzednią książkę Camino inaczej, śmiem twierdzić, iż autor po prostu w wielu miejscach nieświadomie przesadził. Bo cóż ma panoptikum do ulubionego zwrotu P.: wywalone?
Kolejnym minusem tej pozycji jest ukształtowanie pewnego słownictwa czy nazw na wzór amerykański, widać to choćby w nazwie Oszczędź Grosza (zamiast Oszczędź Grosz). Być może autor posiłkował się podręcznikami pisania książek z USA?
Zielony księżyc to książka inna niż większość pozycji. Ma swoje wady, jednak ma również walory. Pierwszym jest głębia. Podobnie jak u Milana Kundery, w prostej historii odnaleźć można ważkie myśli. Drugim, niebanalna historia oparta na prawdziwej opowieści bezdomnego Józefa Stawinogi.
Trzecim, napięcie i ciekawe zakończenie. Czwartym, o czym wspomniałam, bogaty język.
Choć Camino inaczej i Zielony księżyc dzieli zaledwie rok, jednak ma się wrażenie, jakby pisały je dwie różne osoby. Z korzyścią dla tej ostatniej. Czy to kwestia zmiany wydawnictwa i merytorycznej, solidnej opieki redaktora, czy różnych stylów narracji, czy wreszcie postępu autora, tego nie rozstrzygnę. Jednak z ciekawością czekam na kolejną, mam nadzieję, iż równie ironiczną książkę.
(Anna Iwanowska)
