Nasz profile

Wojciech Mann, Krzysztof Materna – Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami

Książki

Wojciech Mann, Krzysztof Materna – Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami

Wojciech Mann, Krzysztof Materna – Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami

Znak 2011
Ocena 4/5

Wbrew tytułowi nie jest to książka podróżnicza. Nie jest to poradnik mówiący o tym co ciekawego można zobaczyć w USA. Jest to książka napisana przez dwóch przyjaciół przy butelce wódki. Przez to pozornie wydaje się skonstruowana nonszalancko, ale tylko złudzenie nadające czytaniu lekkości i charakteru.

Wojciech Man i Krzysztof Materna w czasach młodości byli jednym z nielicznych osób w Polce, którzy otrzymali paszport. Dla zdziwionych wyjaśniam, że otrzymanie paszportu w czasach przed 1998 rokiem graniczyło z cudem. Teraz to, co dla nas jest normą, dla nich było wielką przygodą, którą w naszych czasach można porównać jedynie z lotem na księżyc.

Walka o kasę na Stefanie Batorym (statek rejsowy w PRLu), praca Mana w fabryce moczu i twórcze ukrywanie leniuchowania, wyścigi Formuły 1 na świeżo otwartym torze, pokrycie kosztów rachunku w restauracji przez mafię lub skrajny „maruderyzm” Wasowskiego, to fragmenty bardzo. Ale można tu znaleźć troszkę nostalgii, jak pożegnanie Edwarda Kłosińskiego lub opis kiedyś kwitnącego w Polsce cyrku.

Niezwykłe w tek książce jest to, że możemy na komunę, jak i dewizowy dobrobyt popatrzeć z dystansu. Opisywane wydarzenia pomimo swej beznadziei są zabawne i zdystansowane. Dla młodego człowieka odkrywcze – jak to możliwe, że można było zarobić fortunę sprzedając papierosy, kupując za to dezodoranty, w innym kraju sprzedając dezodoranty a kupując dywany. Uważam, że dla naszych rodziców, może to być znakomita książka pod choinkę. Poprawa humoru gwarantowana.

Minus, który książka posiada i za to odbieram jej punkt z oceny, to nieodparte skojarzenie, że jest to product placement. Pan Man i Materna patrzą na nas z podobnym wyrazem twarzy z bilbordów reklamowych pewnego banku. Zgadzam się, że żyć za coś trzeba. Ubawiłam się przy lekturze książki, ale i tak punkt zabieram. Takie to są konsekwencje podpisywania intratnych zleceń reklamowych.

Fragment książki, relacja z rejsu na Stefanie Batorym:

„To co rozgrywało się na nabrzeżu, nie było porównywalne z żadną ze słynnych polskich batalii: ani pod Grunwaldem, ani z bitwa o Anglię lub pod Lenino.
Nic nie odda tego, co się tam wyrabiało, tak jak nie sposób opisać piękna Wenecji. Kobiety wyły, mężczyźni ciągnęli je za włosy, kobiety kopały, mężczyźni wyli, lała się polska krew. Dobrze, że dywany opakowano w celofan, bo inaczej do ich plastikowych kolorów doszedłby jeszcze jeden: czerwony polski, bardzo osobisty.”

Katarzyna Michałowska

Redaktor naczelna Magazynu "płyń Pod Prąd", reporter, dziennikarz, podcasterka na StacjaZmiana.pl, ogarnia @3miastotweetup i @TweetupAcademy. Przewodniczka po muralach na Zaspie #kochamurale. Od wielu lat szkoli młodych dziennikarzy. Prowadzi warsztaty związane z rozwojem inteligencji emocjonalnej. Inicjatorka i dyrektor programowy konferencji Medionalia. Twitter: KaMichalowska Snap: podprad Insta: Kmichalowska mail: naczelna(at)podprad.pl

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Książki

Na górę