Nasz profile

Biznes nie jest najważniejszy

Poradniki

Biznes nie jest najważniejszy

Biznes nie jest najważniejszy

Krzysztof Jędrzejewski jest bogatym Polakiem. Zatoczył koło w swoim życiu i stanął przed wyborem pomiędzy zgorzknieniem a wiarą. Dzisiaj pomaga uzależnionym, świetlicom dla dzieci oraz ludziom na życiowym zakręcie.

Matka Krzysztofa Jędrzejewskiego to religijna kobieta. Ojciec od zawsze ateista. Krzysztof w liceum czyta książkę, pożyczoną od księdza: Taka jest nasza wiara. Mówi, że od tamtej pory uwierzył na serio. Na studiach spotyka grupę wierzących. Razem z nimi poznaje Pismo Święte. Angażuje się we nową wspólnotę i przestaje chodzić do dotychczasowego kościoła. Po skończeniu studiów traci kontakt ze wspólnotą i przez kilka lat dryfuje w poszukiwaniu Boga nie będąc w żadnym kościele. Skupia się na rozwijaniu biznesu. Obecnie znajduje się na dwudziestym dziewiątym miejscu, na liście najbogatszych Polaków Forbesa.

Biznes się kręci

Gdy odbiera dyplom magistra Wydziału Ogrodnictwa na SGGW w Warszawie marzy o prowadzeniu własnej firmy. – Myślałem, że będę prowadził spokojny biznes: kwiatki, ptaszki. Utrzymam rodzinę i to mi wystarczy – opowiada Jędrzejewski.

Po studiach konsekwentnie realizuje założone cele. Mijają lata, w tym czasie żeni się, później rodzi mu się syn, a następnie córka. Pierwsze pieniądze zarabia na sprzedaży wyposażenia do ogrodów, zakładając firmę Centrum Ogrodnicze Iglak oraz Floraland, której wciąż jest udziałowcem.

Powrót do przeszłości

Na drodze Krzysztofa i jego żony staje małżeństwo znajomych, które przypomina mu, że kiedyś Bóg był dla niego ważny. – Zaczęliśmy się spotykać i razem poznawaliśmy Pismo Święte – wspomina. – Zdecydowałem, że rozpoczynam życie w zgodzie z bożymi zasadami. Zamknąłem sklep w niedzielę. Przestałam dawać łapówki i oczekiwałem, że Bóg sprawi, że mój biznes zacznie się rozwijać, że będzie dobrym świadectwem prowadzenia biznesu zgodnie z Bożymi zasadami.

Od tego czasu biznes związany z ogrodnictwem idzie mu coraz gorzej. Kilka tirów z zakupionym towarem zostaje zatrzymanych na granicy. Firma zaczyna przynosić straty. Pomaga mu o pięć lat starszy brat, Leszek. Pożycza pieniądze i pomaga w centrum ogrodniczym. Gdy Krzysztof kolejny raz prosi brata, by poręczył kredyt na rzecz jego spółki, ten odmawia. – Masz wszystko powiedział do mnie – wspomina Krzysztof. – Rodzinę, dzieci, znajomych, sens życia, hobby, pracę. Jedyne czego nie masz, to nie masz pieniędzy. Ja mam tylko pieniądze. Gdy tobie pomogę, będziesz miał wszystko, a ja nadal tylko pieniądze.

Brat bratu

Dwa lata później Brat prosi go o przysługę. Pomoc w odzyskaniu pożyczonych pieniędzy. Zamiast pieniędzy udaje się odzyskać spółkę, która była zabezpieczeniem – Zabrzańskie kombajny górnicze, spółka zatrudniająca 800 osób – wspomina. Musiał jeździć na Śląsk, do Zabrza. – Pochodziłem z Warszawy. Myślałem, że górnictwo to czarna dziura, gdzie wszystko ginie – opowiada.

Krzysztof obejmuje nadzór właścicielski nad biznesem brata. Ten ma poważne kłopoty ze zdrowiem. Zmaga się z depresją dwubiegunową. W okresach depresji przekierowuje telefon na Krzysztofa, natomiast w okresie manii, gdy jest w stanie aktywności, zakłada trzy lub cztery nowe firmy.

Krzysztof ogranicza sklep i hurtownię ogrodniczą. Ma więcej wolnego czasu, więc coraz częściej jeździ do Zabrza i uczestniczy w życiu spółki. – Spółka zaczęła się rozwijać – opowiada. – Została kupiona jedna, druga, trzecia fabryka.

W 2006 roku spółka dokonuje zakupu Kopexu, spółki giełdowej. Rok później następuje transakcja przejęcia odwrotnego i wszystkie fabryki znajdują się pod spółką giełdową, w jednym kawałku na giełdzie. Część kupionych akcji została sprzedana do funduszu. Hossa na giełdzie trwa. 530 mln zł zysku netto zostaje zainwestowane w firmę. – To były ciekawe czasy – wspomina. – W 2001 roku brat zainwestował około 19 mln zł. Akcje Kopexu, w 2007 roku, były warte 2 mld zł. Czyli w ciągu sześciu lat zwiększyły swoją wartość stukrotnie.

Odpowiedzialność

Listopad 2008 rok. Brat Krzysztofa popełnia samobójstwo. Jest ich dwóch, więc Krzysztof dziedziczy wszystko po bracie. – Ludzie w takiej sytuacji oceniają, że ten to teraz ma górę pieniędzy. Może wydawać na co chce, nic tylko się bawić – opowiada. – A ja wtedy miałem w sobie wielką złość do brata, że mnie z tym wszystkim zostawił.

Gdy zgłasza do urzędu skarbowego zeznanie podatkowe w związku ze spadkiem, jest na nim ponad sto pozycji. Mniejsze i większe udziały w biznesach i spółkach. – Pamiętam, jak ogarnęło mnie uczucie odpowiedzialności, w przeciwieństwie do uczucia własności – wspomina. – Zrozumiałem, że od teraz, muszę sam decydować o wszystkim. Decydować, czy do danej spółki dokładać pieniądze, jeśli przynosi straty, czy pozwolić jej na bankructwo.

Przez okres przejmowania spadku upadają cztery spółki, które odziedziczył.

– Przytłaczała mnie myśl, że ode mnie zależy, czy ludzie otrzymają wynagrodzenie. Że ja odpowiadam za rozwój i satysfakcję pracowników, funkcjonowanie firmy, konkurencyjność i powierzone przez udziałowców oraz akcjonariuszy pieniądze.

Osamotnienie

Rok po śmierci brata umiera matka Jędrzejewskiego. W kolejnym roku wyprowadza się od niego żona. – Zostałem sam z dziećmi– wspomina. – Widziałem wtedy dwa wyjścia, albo mieć pretensje do ludzi, do świata, do pana Boga. Obrazić się, zgorzknieć, albo zaufać całkowicie Panu Bogu. Wybrałem drugą opcję. Zdeterminowałem się w swojej wierze i w zaufaniu Bogu.

Obiera określony kierunek. Pracuje trzy dni w tygodniu, a pozostały czas spędza na angażowaniu się na rzecz osób wykluczonych społecznie. Jest zaangażowany w działania przeróżnych fundacji i organizacji charytatywnych. Finansuje świetlice dzieci i miejsca związane z pomocą ludziom uzależnionym. – Zdecydowałem się mówić publicznie o Bogu przy różnych okazjach – opowiada. – Mówię o tym, nawet podczas spotkań biznesowych. Często słyszę pytanie, jak to możliwe, by rozmawiać z ludźmi biznesu o Bogu. Odpowiadam, że z powodów moich doświadczeń, biznes i Bóg to dwie, przenikające się rzeczywistości.

Krzysztof rozpoczyna rozmowę z nieznajomym, ulubionym stwierdzeniem. Biznes nie jest dla mnie najważniejszy. Jeśli ktoś zada pytanie: To, co jest najważniejsze? Mówi o tym kto jest w jego życiu najważniejszy

Katarzyna Michałowska

Katarzyna Michałowska

Redaktor naczelna Magazynu "płyń Pod Prąd", reporter, dziennikarz, podcasterka na StacjaZmiana.pl, ogarnia @3miastotweetup i @TweetupAcademy. Przewodniczka po muralach na Zaspie #kochamurale. Od wielu lat szkoli młodych dziennikarzy. Prowadzi warsztaty związane z rozwojem inteligencji emocjonalnej. Inicjatorka i dyrektor programowy konferencji Medionalia. Twitter: KaMichalowska Snap: podprad Insta: Kmichalowska mail: naczelna(at)podprad.pl

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Poradniki

Na górę