Nasz profile

Jedna z bardziej wyczekiwanych książek przez polskich internautów

Książki

Jedna z bardziej wyczekiwanych książek przez polskich internautów

Jedna z bardziej wyczekiwanych książek przez polskich internautów

Archistorie. Jak odkrywać przestrzeń miast? To zbiór opowieści o kształtowaniu architektury oraz jej wpływie na ludzi.

Radosław Gajda, Natalia Szcześniak

ARCHISTORIE. Jak odkrywać przestrzeń maist?

Znak, 2018

Ocena: 3/5

Ta książka jest jedną z bardziej wyczekiwanych pozycji przez polskich internautów. Jej autorzy, Radosław Gajda i Natalia Szcześniak, na co dzień architekci, są twórcami kanału na YouTubie, który gromadzi ponad 80 tysięcy fanów.

Architecture is a good idea, bo taką nazwę nosi wspomniany kanał, zawiera krótkie, treściwe filmy dotyczące architektury: ciekawostek, historii, jej aspektów społecznych i ekonomicznych, a książka jest próbą uporządkowania i rozwinięcia tematów związanych z architekturą i urbanistyką miast.

Pierwsze wrażenie jest pozytywne. Ciekawa szata graficzna, piękne fotografie i warte docenienia odręczne grafiki i schematy zachęcają do lektury. Publikacja składa się z trzech części: Co zwiedzamy? która porusza rozwój urbanistyki i budynków mieszkalnych w miastach, Gdzie pracujemy? skupiająca się na wieżowcach, ich budowie i genezie, Co zwiedzamy? czyli szybkiego przeprowadzenia przez główne nurty historyczne w architekturze.

Każda część składa się z rozdziałów i jest samodzielna i nie wymaga kontekstu pozostałych, zupełnie jak wideoblogi zamieszczane na kanale (niektóre z tematów pokrywają się), a sposób prowadzenia narracji sprawia, że pierwotny zamysł niknie w trakcie czytania i motyw przewodni części staje się nieistotny.

Mimo spójnego i ciekawego pierwszego rozdziału, tekst już od początku razi wieloma błędami językowymi i nadużyciem potocznego języka. Gawędziarski, rozwlekły styl, wiele pytań retorycznych, infantylne określenia i rozwlekłe tłumaczenia niekiedy prostych lub intuicyjnych określeń przywodzą na myśl raczej podręcznik dla dzieci, niż książkę dla dorosłych, którzy nastawieni są na wyniesienie z lektury konkretnej wiedzy.

W kolejnych rozdziałach obiecująca koncepcja książki rozmywa się. Przykłady, które miały obrazować procesy zachodzące w architekturze stają się osobnymi, szeroko, choć bardzo ogólnie omawianymi tematami, a książka zaczyna przybierać formę quasi przewodnika.

Chociaż na pewno cenne jest zwrócenie uwagi na wiele przykładów niedocenianej często architektury XX wieku, omawianie ich w sposób  przeciągany w słowach i pobieżny w treści sprawia, że lektura jest chwilami nużąca, a po satysfakcję i zrozumienie tematu zwracamy się do autorskich grafik i malowniczych fotografii.

Czytelnik oczekujący nieco ambitniejszej lektury może czuć się zawiedziony pewnym uproszczeniem procesów i poglądów na tematy często kontrowersyjne. Z jednej strony- jest to dobry wstęp do rozumienia historii i mechanizmów zachodzących w architekturze, z drugiej- zamyka chęć dyskusji i krytyki wielu rozwiązań, która jest nieodłączną częścią projektowania, także ze strony obywateli.

Cel autorów, czyli zwrócenie uwagi przechodnia na otaczające budynki i dostrzegania wartościowej tkanki miasta, nie tylko w fasadach starych kamienic, został niewątpliwie osiągnięty. Książka jest jednak zaprzeczeniem tego, co podoba mi się w kanale Radosława Gajdy i Natalii Szcześniak- zwięźle i konkretnie podanej wiedzy, spójności i zaciekawienia prezentowanymi tematami.

Wrażenie chaosu wzmagane przez długie opisy, błędy językowe i pobieżne traktowanie tematów sprawiają, że książkę Archistorie. Jak odkrywać przestrzeń miast? polecę jedynie do czytania fragmentami w rodzinnym gronie, jako luźną lekturę na jesienne wieczory i inspirację do zwiedzania.

Karolina Zorn

Fragment książki:

Wyobraźmy sobie, że stoimy na rynku średniowiecznego miasteczka.

Jest XV wiek, dzień targowy. Wokół słychać gwar jarmarku, z całej okolicy zjechali się handlarze i rolnicy, którzy oferują swoje produkty. Pełno kupujących, którzy wybierają co okazalsze kawałki mięsa albo odmierzają smołę u budników. Jednak nas interesują droższe towary, po które udajemy się na brzeg placu. Tutaj, w podcieniach i izbach na parterach budynków, można kupić sukno i droższe tkaniny, importowane trunki, kosztowne wyroby ze skór i metalu. W tych miejscach handlują najbogatsi kupcy – elita średniowiecznego miasteczka.

Oderwijmy na chwilę wzrok od połyskujących wschodnich jedwabi i spójrzmy na budynek, w którym możemy je kupić. Bardzo wąski, ledwie kilkumetrowy. Niezbyt wysoki, dwu- lub trzypiętrowy, z wejściem bezpośrednio z rynku albo z ulicy do przestronnej sieni ze sklepem właściciela. Ponad nami mieszczą się pokoje mieszkalne jego rodziny. W głębi działki jest ciasne podwórko i jeszcze mały, wąziutki budyneczek gospodarczy – oficyna. Na samej górze od strony wejścia budynek jest zwieńczony trójkątnym szczytem – im bardziej okazały, piękniej ozdobiony szczyt, tym większe prawdopodobieństwo, że właściciel bogatszy. Takie domy, które w średniowieczu oraz XVI, XVII, XVIII wieku tworzyły większość miast, nazywamy kamienicami.

A teraz wyobraźmy sobie, że stoimy na ulicy XIX-wiecznej metropolii. Właśnie minął nas z hałasem tramwaj konny; przechodząc przez brukowaną jezdnię, musimy uważać na pędzące w tę i we w tę dorożki. Spieszymy się, ponieważ idziemy na nocną zmianę do fabryki, a koniecznie musimy kupić trochę tytoniu w sklepie kolonialnym.

Znowu wchodzimy do sklepu na parterze budynku, ale tym razem sklep nie jest dodatkiem do sieni – zajmuje dużą, wydzieloną przestrzeń z witrynami, w których specjalnie ułożone ekspozycje zachęcają przechodniów do zakupów. Sam budynek też wygląda zupełnie inaczej. Ma sześć pięter i jeszcze dodatkowe przestrzenie w poddaszu. Jest szeroki na ponad dwadzieścia metrów, w głębi ma – dostępny przez szeroki przejazd dla powozów albo eleganckie przejście – dziedziniec, ale ten nieduży dziedziniec także otoczony jest wielopiętrowymi skrzydłami tego samego budynku. Gmach podzielony jest na wiele mieszkań, które różnią się pomiędzy sobą powierzchnią i standardem, a zatem i ceną kupna lub najmu. Obok stoi kolejny taki sam budynek, dalej następne i tak zabudowana jest cała nowa dzielnica, tworzą rytm długich, wielokilometrowych ulic przemysłowego, kapitalistycznego miasta.

Karolina Zorn

Kobieta wielu talentów. Studentka wydziału architektury na Politechnice Gdańskiej. Muzyk szkoląca się w szkole muzycznej. Lubi nowe technologie, nowe inicjatywy i organizacje studenckie. Pisze w magazynie na temat swoich pasji.

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Książki

Na górę