Nasz profile

Książka Bartka Dobrocha to nie tylko biografia Artura Hajzera, to opowieść o historii polskiego himalaizmu

Książki

Książka Bartka Dobrocha to nie tylko biografia Artura Hajzera, to opowieść o historii polskiego himalaizmu

Książka Bartka Dobrocha to nie tylko biografia Artura Hajzera, to opowieść o historii polskiego himalaizmu

Bartek Dobroch
Artur Hajzer. Droga słonia
Wydawnictwo Znak, Kraków 2018
Ocena: 4+/5

Bartek Dobroch wykonał tytaniczną pracę zbierania drobiazgowych informacji na temat życia Artura Hajzera. Czytając jego reportaż mamy wrażenie, że autor spotkał się z każdym, kto Hajzera znał. Rozmawiał z rodziną, towarzyszami wspinaczki, współpracownikami, organizatorami i pomocnikami wypraw. Autor biografii utkał ze wspomnień bliskich, przyjaciół i znajomych historię osoby o złożonej osobowości oraz licznych talentach.

Książka zawiera wiele archiwalnych ilustracji, niestety mniejsza część z nich jest kolorowa. Dużym plusem książki jest jednak to, że autor opierał się nie tylko na przesłuchaniu, przeczytaniu i przeanalizowaniu ton ogólnodostępnych materiałów (bibliografia zajmuje siedem stron w książce!), ale dotarł do wielu nowych rozmówców. Autor pojechał nawet do Katmandu, by tam odnaleźć świadków wydarzeń i obdarować nas wspomnieniami tamtejszych wypraw.

W słownictwie książki szybko odkrywamy, że reportaż pisze znawca tematu

W słownictwie książki szybko odkrywamy, że reportaż pisze znawca tematu. Jeśli ktoś nie jest miłośnikiem himalaizmu, będzie musiał uzupełnić słownictwo o trawers, anoraki, żelby, kopułę szczytową czy nazwy zdobywanych szczytów. Mimo to autor zadbał o czytelnika, ponieważ oprócz opasłych przypisów, zamieścił indeks osób. Spis pomaga w lekturze, ponieważ jeśli zagubimy się w gąszczu nazwisk podczas czytania książki, co jest wielce prawdopodobne, to  z łatwością możemy przypomnieć sobie o kogo chodzi w danym rozdziale.

Podczas lektury reportażu czytelnicy odkryją jak upartym człowiekiem był Artur Hajzer. Pełen pasji i wiary we własne możliwości ginie w Himalajach. Przywołane słowa głównego bohatera wbiją czytelnika w kanapę: Wydaje się, że Bóg przesyła mi jakieś wiadomości… a ja udaję, że ich nie rozumiem.

Od pierwszych stron książki nie widzimy w Arturze Hajzerze utalentowanego sportowca, ale chłopaka, który miał w swoim charakterze wytrwałość w osiąganiu celu oraz kindersztubę. Docenia to lider ekspedycji Ryszard Warecki, który zabiera Artura na pierwszą wyprawę w Himalaje. Hajzer miał wtedy dwadzieścia lat.

Warecki, mówi o Hajzerze w krótkich, żołnierskich słowach: Artur był dobry jako członek zespołu, niekonfliktowy, stawiał cel ponad jakieś zagrywki. Wziąłem go bez przekonania, ale mnie zaskoczył.

Artur Hajzer i jego historia, to opowieść polskim himalaizmie. Wspinał się z Jerzym Kukuczką i Wandą Rutkiewicz. Zdobył między innymi: Tricz Mir (ponad 7 tys. n.p.m), Manaslu (wejście w stylu alpejskim, bez wspomagania tlenem), Annapurnę (pierwsze zimowe wejście wraz z Kukuczką), Sziszapangmę. Pod koniec lat osiemdziesiątych Hajzer rezygnuje ze wspinania. Bazując na tym co umie, zaczyna szyć odzież outdorową i wraz z kolegami zakłada Alpinusa.

Po latach wraca do wspinania. Trenuje wytrwale i szuka sposobów, by wrócić do formy. Po ciężkiej pracy zdobywa ośmiotysięczniki: Dhaulagiry w 2008, a w 2010 roku staje na szczycie Nanga Parbat. W 2011 roku zdobywa Makalu. Ginie 7 lipca 2013 roku w trakcie odwrotu z Gasherbrumu I, na który wspinał się wraz z Marcinem Kaczkanem. Zostawia żonę i osieroca dwóch synów.

„Artur Hajzer. Droga słonia” to barwna historia osadzona w szybko zmieniającej się politycznie Polsce. W mojej ocenie, to co czasami komplikuje narrację, to zawiłe metafory Dobrocha. W kilku rozdziałach autor stawia zbyt wysokie wyzwanie czytelnikowi, by ten wszedł w dwa światy: świat Artura Hajzera oraz świat Bartka Dobrocha. Wolałabym, by ten drugi pozostał w cieniu pierwszego.

Jednak, jeśli zastanawiacie się co kupić tacie, mężowi lub chłopakowi w prezencie, z przekonaniem polecam tę książkę. Bo jeśli kupicie bliskim, to sami skorzystacie, bo później sami przeczytacie z radością. Fabuła jest arcyciekawa, a wielość wątków smakuje wybornie.

Uważam, że książkę w pełni zrozumieją ludzie, którzy doświadczyli zmagania ze sobą oraz znają swoje ograniczenia. U młodego czytelnika opowieść może wzbudzić podziw, ale gdy dojrzeje, na nowo odkryje, co tak naprawdę motywowało Artura Hajzera do walki. Bez wątpienia dzięki Bartkowi Dobrochowi czytelnik poczuje klimat gór i historię tamtych czasów.

Z czystym sumieniem polecam tę książkę. Dobra, zimowa opowieść na faktach.

Katarzyna Michałowska


Fragment książki, strony 222-224:

Kukuczka z Hajzerem doszli na wysokość 7300 metrów. Zmieniała się pogoda, nadciągnęły chmury, w nocy zaczął sypać śnieg, a mgła mocno ograniczyła widoczność.

(…)

Obaj czuli się jednak dosyć słabo dlatego podjęli decyzję, by w rozbitym namiocie przeczekać zły dzień w nadziei na nastanie lepszego. Zagrzebali się w śpiwory, wypełzając z nich tylko po to, by odkopywać coraz bardziej zakopany namiot. Taką decyzję, choć nielogiczną – na powrót mocy nie można było liczyć, bo na takiej wysokości organizm już się nie regeneruje, nie wydawało się też, by pogoda miała się cudownie odmienić – podyktowała Kukuczce intuicja.

Nie zawodziła go także następnego dnia. Droga, którą rankiem 3 lutego wyruszyli z Arturem w kierunku wierzchołka, była dosyć łatwa technicznie, poza trawersowaniem wypełnionych twardym lodem żelbów, ale za to skomplikowana pod względem orientacyjnym.

(…)

Na szczyt dotarli bardzo późno, zwłaszcza jak na himalajską zimę. Zmrok zaskoczył ich już stromym, wylodzonym żlebie. Znowu pomogła intuicja Kukuczki. Gdy słaniali się już na nogach, daremnie próbując w ciemności odnaleźć namiot, nadepnął przypadkiem na coś miękkiego. Namiot kompletnie przysypany śniegiem. Byli uratowani. Zimnego biwaku na takiej wysokości mogliby nie przetrwać. Radiotelefon odmawiał współpracy, dopiero następnego dnia mogli poinformować towarzyszy o swoim losie i zdobyciu szczytu. W drodze do bazy udało im się także uniknąć lawin i odnaleźć tkwiące głęboko pod śniegiem liny poręczowe.

W nagraniu filmowym po powrocie do bazy Hajzer nie dramatyzuje: „Mieliśmy pecha z pogodą. Na widoczności żeśmy stracili niestety, było kurewsko straszne.”

(pierwsze zimowe wejście na Annapurnę {8091 m n.p.m.}, Jerzy Kukuczka i Artur Hajzer, 3 lutego 1987 roku) 

Katarzyna Michałowska

Redaktor naczelna Magazynu "płyń Pod Prąd", reporter, dziennikarz, podcasterka na StacjaZmiana.pl, ogarnia @3miastotweetup i @TweetupAcademy. Przewodniczka po muralach na Zaspie #kochamurale. Od wielu lat szkoli młodych dziennikarzy. Prowadzi warsztaty związane z rozwojem inteligencji emocjonalnej. Inicjatorka i dyrektor programowy konferencji Medionalia. Twitter: KaMichalowska Snap: podprad Insta: Kmichalowska mail: naczelna(at)podprad.pl

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Książki

Na górę