Nasz profile

Miłość i seks

Studenci

Miłość i seks

Miłość i seks

Jedno z najbardziej perfidnych kłamstw powszechnie funkcjonujących w naszym (i nie tylko naszym) życiu społecznym brzmi: Seks można oddzielić od miłości. W praktyce oznacza to, że kochać powinienem określoną osobę, zaś kochać się wolno mi z każdym, kto się na to dobrowolnie zgadza i tego chce.

W związku z tym, że postmodernistyczne społeczeństwa zrelatywizowały równolegle problem ukierunkowania popędu seksualnego, kwestia płci moich partnerów została sprowadzona także do poziomu własnej ciekawości oraz erotycznych fantazji. Stąd więc np. mojej Kochanej Żonie powinna być obojętna sytuacja, w której pewnego razu konfidencjonalnie wyznałbym jej z miną sfinksa, że oto przespałem się właśnie z jej najlepszą przyjaciółką, dodając jednocześnie: Kochanie, nam chodziło jedynie o przyjemność! Moje serce oraz moje uczucia są zarezerwowane wyłącznie dla Ciebie! Co więcej – Żona powinna także ze stoickim spokojem i pełnym zrozumieniem przyjąć inny mój komunikat: Wczoraj poszedłem do łóżka z mężem Twojej przyjaciółki. Wypiliśmy kilka piw, zrobiło się tak jakoś „męskoromantycznie”, no i wiesz… Jednak nic się nie martw. W grę wchodził wyłącznie seks. Miłość mam zarezerwowaną tylko dla Ciebie!

Szanowny Czytelniku – jak Ci się wydaje – jak naprawdę zareagowałaby w takich sytuacjach moja Żona? Jak by się naprawdę poczuła?

A jak Ty byś zareagował i co byś poczuł, gdyby ktoś, kogo kochasz (mąż, żona, chłopak, dziewczyna itd.) pewnego razu wyznał Ci coś podobnego? Czy byłoby Ci to obojętne? A może ucieszyłbyś się, że osoba obdarzana przez Ciebie uczuciem sprawiła sobie przyjemność? Bo skoro kochasz, powinno być Ci miło, że jej/jemu też było miło…

Oto do jakich absurdów prowadzi relatywizacja wartości, także tych dotyczących naszych relacji. A wszystko to ubrane w jakże kuszący przyodziewek wyzwolonego społeczeństwa, nowoczesnego państwa oraz prawa do korzystania z życia.

W tym kontekście odwoływanie się do etyki biblijnej jawi się w Polsce czymś dewocyjnie szalonym. I to z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego, że czytanie Biblii kojarzy się nieodparcie z zagłębianiem się w świat starożytnych baśni. Po drugie, lektura tejże świadczy jednoznacznie o przynależności do jednej z niebezpiecznych sekt, ze świadkami Jehowy na czele… I to jest kolejny kosmiczny absurd funkcjonujący w umysłach wielu Polaków.

Wspólnie z Żoną, paramy się zajęciami, których integralną częścią są liczne podróże i wyjazdy. W związku z tym, że jestem staroświecki, oszalałbym, nocując w bezimiennych, hotelowych pokojach, zadręczałbym się dociekaniami – z kim aktualnie moja Kobieta (przepraszam za seksizm!), robi sobie dobrze, mając oczywiście kochanie zarezerwowane wyłącznie dla mnie. Ale, że jesteśmy małżeństwem od ponad osiemnastu lat i zdążyliśmy się trochę poznać, to wiem, że i Ona nie mogłaby zmrużyć oka, bijąc się z myślami, z kim ja w tym samym czasie testuję sprężystość hotelowego łóżka.

Jednak… Ponieważ kiedyś tam postanowiliśmy uczynić Chrystusa kimś dla nas najważniejszym, to nie wierzymy w to, iż seks można oddzielić od miłości. Owocuje to m.in. tym, że sen podczas naszych rozstań jest zakłócany tęsknotą za sobą, a nie wolnomyślicielstwem z kim i jak chciałbym tej nocy to zrobić.

Miłość oparta na bezgranicznym i absolutnie ekskluzywnym zaufaniu. Oparta na świadomości (przepraszam, napiszę to teraz straszliwie po męsku), że moja Żona jest dla mnie najpiękniejszą i najseksowniejszą kobietą spośród wszystkich kobiet świata. I ona właśnie wybrała mnie! I jest tylko dla mnie! Tylko dla mnie!!! Inni mogą co najwyżej zazdrościć.

Tak więc sądzę, że seksu nie można oddzielić od miłości. A miłość to wielka rzecz i każdy z nas chce kochać i być kochanym. Kochanym ekskluzywnie we wszystkich znaczeniach tego słowa. Nie wszyscy tylko potrafimy się do tego przyznać, stąd jakże często wchodzimy w jakieś toksyczne związki, kładące się później cieniem na całe życie. Później nigdy do końca nie można się już z tego wyleczyć. Wydaje Ci się Szanowny Czytelniku, że przesadzam, że górnolotnie moralizuję? A rozejrzyj się, proszę, wokół siebie. Może zajrzyj do swojej duszy?

W związku z tym, że jestem chrześcijaninem, napiszę na koniec jeszcze tak: Wierzę, że Bóg jest twórcą i dawcą miłości. On ją wymyślił i On ją nam podarował. Od nas zależy, co z nią robimy. Możemy więc oczywiście beznadziejnie oddzielać od niej seks i stawać się coraz bardziej zgorzkniałymi i nieszczęśliwymi cynikami, okłamującymi siebie i innych bełkotem o nowoczesnej wolności. Ale możemy też wierzyć, że Bóg, dając miłość, zaproponował jednocześnie pewne standardy moralne. Bynajmniej nie dlatego, iż jest chcącym nam za wszelką cenę dokuczyć upierdliwym i zupełnie nie znającym się na życiu – dziadkiem, lecz dlatego, że pragnie naszego spełnienia (także seksualnego – sic!!!) i że chce, abyśmy mogli kochać i być kochani. Tak po prostu.

Tylko i aż.

Tomek Żółtko

PS.1
Jak myślisz Czytelniku – mam rację, czy bredzę?

PS.2
Czy zdarza Ci się Czytelniku czytać Biblię?

Czy wiesz, że zawiera ona jedne z najpiękniejszych erotycznych fragmentów w dziejach światowej literatury?

Tomasz Żółtko

Muzyk, kompozytor, poeta i publicysta. Jedna z najbardziej barwnych i niekonwencjonalnych postaci współczesnej piosenki autorskiej. Niektóre utwory takie, jak Bóg kocha chorych na AIDS, wywołały fale oburzenia, natomiast rozgłos przyniósł mu album Klatka skandalu. Pochodząca z tego albumu piosenka Kochaj mnie i dotykaj przez blisko 30 tygodni utrzymywała się w pierwszej dziesiątce Muzycznej Jedynki. Na swej najnowszej płycie Może ostatni taki głupiec autor zmusza do głębszego spojrzenia na siebie i otaczającą nas rzeczywistość. Śpiewa o trudnych i czasami kontrowersyjnych tematach: pornografii, zwątpieniu, nienawiści, antysemityzmie i potrzebie przebaczenia. Poeta pochodzi z Gdańska, a obecnie mieszka w Krakowie.

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Studenci

Na górę