Nasz profile

Co mi nie w smak?

Studenci

Co mi nie w smak?

Co mi nie w smak?

Odnoszę wrażenie, że niektóre zmysły traktujemy lepiej od innych.

Kawałek grillowanej wołowiny. Wielkości może pięć na pięć centymetrów. Obok niego niewielki pomidor. Albo kawałek gruszki. Wszystko podane na olbrzymim talerzu, dodatkowo polanym sosem. Tak, to talerz jest polany sosem – ani kropla nie dotyka mięsa. Wszystko to jest tylko jednym z dań w menu degustacyjnym nader wyszukanej restauracji.

Cena? Kilkaset złotych za zestaw pięciu takich dań. Stawianych przed gościem co kilkanaście minut. Wszystkie równie niewielkie, skomponowane z najlepszych składników przez prawdziwego kuchennego artystę.

Najczęstsza reakcja na tego typu posiłek?

Przecież tym nie można się najeść! Za taką cenę miałbym kilka (albo kilkanaście) normalnych dań! To stanowczo za drogo!

To wszystko prawda, ale jednocześnie to pokazuje, jak bardzo po macoszemu traktujemy nasz smak. Inne zmysły dopieszczamy w miarę możliwości, ale smak spychamy gdzieś na margines. Potrafimy wydać sporo pieniędzy na niewielki flakonik perfum, aby pieścił nasz węch. Kupimy doskonałe słuchawki, do tego opłacimy abonament w jednym z serwisów streamingowych, aby sprawić sobie przyjemność poprzez słuch. Skoczymy na bungee albo – jeśli komuś życie niemiłe – ze spadochronem, aby dać sobie kopa endorfin dzięki szaleństwu ze zmysłem równowagi. O delikatnych ubraniach czy widowiskowych filmach, rozpieszczających nasz dotyk i wzrok nawet nie ma co wspominać.

A smak siedzi cicho w kącie i może się najwyżej oblizać na myśl o tego typu rozrywkach. Nie dla niego wyszukane doznania czy kosztowne przyjemności. I niech się cieszy, że dostaje domowe kotlety (mama robiła!) albo własnoręcznie przygotowaną zupę, a nie tę mrożoną chemię z półki w hipermarkecie. Choć i to tylko od święta.

Przyglądając się polskim frazeologizmom można odnieść wrażenie, że jednak wiemy, jak ważny jest smak. Przecież smakujemy życie – i nie znaczy to, że jedynie wegetujemy, a raczej że czerpiemy z niego pełnymi garściami (choć podobno to niekulturalnie jeść rękoma). Jeśli poczujemy smak przygody, to z pewnością nie jest nią wyprawa autobusem do hipermarketu, a prędzej rejs żaglówką w nieznane – lub choćby promem do Szwecji. Wysmakowane rzeczy żadną miarą nie są pospolite, tylko dopasowane do gustu najwybredniejszych estetów. Czyli osób o dobrym smaku – co już samo w sobie pokazuje, że smak może być nie tylko zły, ale także przeciętny, nijaki. Wyjątkowej okazji nie nazwiemy pachnącą czy puchatą, ale smacznym kąskiem.

To paradoks, że w warstwie językowej wiemy, jak obchodzić się ze smakiem, ale gdy przychodzi o dogodzenie naszemu językowi, to najczęściej musi on obejść się smakiem. Jemy pospiesznie, zanika przepiękna tradycja ucztowania. Zapychamy się daniami przygotowanymi z półproduktów zamiast poświęcić czas na przygotowanie jakichś frykasów dla naszych kubków smakowych. Sprawiamy sobie przyjemność poprzez wszystkie zmysły, poza smakiem. On służy tylko i wyłącznie do zaspokajania fizycznych potrzeb. Resztę załatwi glutaminian sodu, sól i ewentualnie coś pikantnego, do zabicia smaku.

A przecież z takim podejściem niemożliwością jest rozsmakować się w życiu!

Pierwotnie każdy zmysł służy nam przede wszystkim po to, aby ułatwić nasze przeżycie. To, że nauczyliśmy się je rozpieszczać – i robimy to niejako naturalnie – to rzecz wtórna. Pora więc, aby smak też dołączył do grona zmysłów, którym dogadzamy. Nie mówię, żeby co tydzień wydawać połowę swoich dochodów na obiad w restauracji wyróżnionej gwiazdką tego czy owego producenta opon. Ale raz na jakiś czas zjeść coś wyjątkowego, w gronie bliskich osób, może ugotować coś wspólnie, podyskutować nad talerzem i zachwycić się niecodziennym smakiem danej potrawy… To mi w smak!

Bartosz Cicharski

https://poczytelni.pl/

Dwie grupy impro, w które Bartek jest zaangażowany:

Czterej: https://bit.ly/2YSLduV

Pro Forma: https://bit.ly/2PU7XHc

Facebook, gdzie od czasu do czasu Bartek chce pisać:

https://bit.ly/2to6GAB

Blog Bartka, który pozostał:

http://gdanskzdolu.pl/

Bartosz Cicharski

Felietonista pod prąd. Z urodzenia, zamieszkania i zamiłowania gdańszczanin. Z wykształcenia i zawodu finansista. Z pasji pisania został blogerem, prowadzi podcast i gra w dwóch grupach impro: Czterej i Proforma.

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Studenci

Na górę