Nasz profile

Jedzenie zamiast bomb – na pierwszy ogień idzie cebula

Pod Prąd

Jedzenie zamiast bomb – na pierwszy ogień idzie cebula

Jedzenie zamiast bomb – na pierwszy ogień idzie cebula

Worek ziemniaków, marchewki, pietruszki, seler i kilka kilogramów cebuli, parę opakowań łuskanego grochu i ogromna ilość uśmiechu – tak zapowiada się każdy zimowy sobotni wieczór ekipy Food Not Bombs.

Food Not Bombs, czyli Jedzenie Zamiast Bomb, jest społeczną inicjatywą pokazującą problem głodu i bezdomności na świecie. Członkowie ruchu przygotowują wegańskie lub wegetariańskie posiłki i rozdają je każdemu, kto jest głodny. Inicjatywa zrodziła się w latach 80. XX wieku na Zachodzie. Miała ona na celu pokazanie władzom, że gdy one wydają pieniądze na zbrojenia i wojny, problem głodu na świecie jest nie mniej ważny i wcale nie tak trudny do rozwiązania. Pierwsza ekipa powstała w Cambridge i składała się zaledwie z kilkunastu osób.

Wolność pomocy

Założeniami organizacyjnymi tego stowarzyszenia jest przede wszystkim otwartość. Każdy, kto chce, może dołączyć do działającej już grupy, nawet założyć własną. Nie potrzebna jest do tego zgoda innych działających ekip ani nikogo innego. Poza tym osoby zaangażowane w grupę, starają się pozyskiwać produkty darmowe, które i tak zostałyby wyrzucone przez sklepy czy bazary z warzywami i owocami. Często również starają się pozyskać odzież, koce czy pościel dla osób bezdomnych również na zasadzie zbierania tego, co już nikomu się nie przyda, a jest w dobrym stanie.

Załoga gdańska

W Gdańsku Food not Bombs działa od 2001 roku. Początkowo członkowie zbierali się na Dworcu Głównym i tam rozdawali posiłki. Jednak ochrona dworca nie była przychylna akcji i zmuszeni byli zmienić miejsce. Aktualnie można ich spotkać w każdą niedzielę w samo południe przy gdańskim Neptunie na starówce. Co roku działają od października lub listopada do przełomu marca i kwietnia. Ekipa składa się z kilkudziesięciu osób. Na niedzielne rozdawanie jedzenia czy sobotnie gotowanie, przychodzi ich kilka lub kilkanaście, ale to wystarcza. Część stowarzyszenia pojawia się parę razy w trakcie sezonu, niektórzy związani są z akcją jako darczyńcy czy wsparcie finansowe, inni pomagają przy transporcie ugotowanego jedzenia. – Pomagamy i pokazujemy, że osoby w ogóle do tego nieprzeszkolone i administracyjnie nieoddelegowane, potrafią rozwiązać jakiś problem  skutecznie i bezinteresownie – mówi Michał Błaut, jeden z organizatorów gdańskiego Food Not Bombs.

Sobotnie gotowanie

W sobotni wieczór ludzie zazwyczaj spotykają się ze znajomymi lub wychodzą na miasto, a ekipa z Food Not Bombs te wieczory spędza na krojeniu kilku kilogramów warzyw i gotowaniu posiłku, który spokojnie mógłby zaspokoić potrzeby oddziału wojska. O godzinie 20:30 około dziesięć osób spotyka się w prywatnym mieszkaniu. Wszyscy zasiadają do stołu z deskami i nożami gotowi do pracy. Na pierwszy ogień idzie ogromna ilość cebuli, która jest podstawą wielu dań i zawsze jest jej za mało. W tę sobotę ekipa zdecydowała się na grochówkę. Ilość, jaką gotują, musi wystarczyć dla około trzydziestu osób. Każdy dostaje swoje zadanie. Część osób obiera, a inni kroją umyte warzywa. Następnie wszystkie trafiają do osiemdziesięciolitrowego gara. W zupie ląduje także kilkanaście opakowań łuskanego grochu. Gotowanie kończy się późnym wieczorem.

Niedzielne rozdawanie

W niedzielę, przed godziną 12:00, pod gdańskim Neptunem pojawia się kilka osób z ogromnym garnkiem termicznym wypełnionym aromatyczną zupą. Przygotowują stanowisko do rozdawania. Rozstawiają stolik, na którym zaraz pojawi się około trzydzieści bochenków chleba, miseczki, łyżki, a także puszka na drobne datki od chętnych nieść pomoc przechodniów. Przychodzą pierwsi goście i rozpoczyna się uczta. Łącznie pojawia się około dwudziestu osób bezdomnych lub po prostu głodnych, ale frekwencje podbijają przechodzący ludzie, którzy również chcą spróbować grochówki. Po niecałej godzinie garnek znika. Jedzenie, które nie zostało zjedzone pod Neptunem, osoby potrzebującą dostaną na wynos. Po zjedzeniu posiłku można od niektórych uczestników uczty usłyszeć gorące słowa pochwały i wdzięczności. Czasami, oprócz gorącego posiłku, osoby potrzebujące otrzymują również ciepłe ubrania czy buty, które ekipa dostaje od hojnych ludzi. Zdarza się, że po obiedzie jest drobny deser, ale to zależy od posiadanych produktów.

Pomoc z zewnątrz

Większość warzyw, potrzebnych do stworzenia pełnowartościowego posiłku, ekipa z Jedzenia Zamiast Bomb pozyskuje z zaprzyjaźnionego bazarku na Przymorzu. Jednak nie wszystko udaje im się zdobyć za darmo. Niektóre rzeczy muszą kupić sami. To, co uda im się zdobyć, decyduje o posiłku, który przygotują na kolejne niedzielne rozdawanie. Podobnie jest również z pieczywem. Zaprzyjaźniony piekarz co tydzień zaopatruje ekipę w potrzebną im ilość chleba. Za jego dużą reklamówkę płacą tylko złotówkę. Oprócz tego pojawiają się ludzie  niezwiązani z akcją i proponują pomoc finansową lub zakup konkretnych produktów. Ekipy Food Not Bombs można spotkać również w Krakowie, Gdyni, Łodzi, Warszawie, Bydgoszczy, Ełku, Toruniu, Szczecinie i wielu innych miastach w Polsce. Akcja ta również działa poza granicami państwa.

Karina Berk

Chętnych do pomocy przy sobotnim gotowaniu czy niedzielnym rozdawaniu, a także tych, którzy chcą wesprzeć ekipę produktami, pieniędzmi lub nienoszonymi ubraniami zapraszamy w imieniu Food Not Bombs Gdańsk w niedzielę o 12:00 pod Neptuna. Można się również z nimi skontaktować poprzez: facebook.com/FNBgdansk

Karina Berk

Dziennikarz podprąd. Absolwentka polonistyki. Lubi ludzi i ciekawe projekty. Nie je mięsa i rozwija się w pisaniu reportaży. Umie poprowadzić duże spotkania jako konferansjer. Zaangażowana od kilku lat w Medionalia.

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Pod Prąd

Na górę