Studia, to też dobra zabawa! Zapraszamy na występy Mela LaMara. To amerykański iluzjonista, żongler i brzuchomówca.

Pierwszy rok to nic strasznego. Jednak porządna dawka śmiechu pozwoli go rozpocząć znacznie lepiej. W październiku, Ruch Akademicki Pod Prąd zaprosił Mela LaMara na występy na polskich uczelniach. Wszystko po to, by rozśmieszyć studentów i nauczyć ich kilku iluzjonistycznych sztuczek.

Melamar maly

Mel LaMar jest amerykańskim iluzjonistą, żonglerem i brzuchomówcą z ogromnym poczuciem humoru. W ubiegłym roku pierwszy raz przyjechał do Polski, dokładnie do Krakowa. W tym roku odwiedzi Gdańsk, Poznań i Kraków. Wystąpi na sześciu uczelniach w Polsce i choć na chwilę sprawi, że studiowanie będzie przyjemniejsze.

 

Zapraszamy na występy i warsztaty Mela na uczelniach w Polsce:
Gdańsk: 9 – 10 października 2017
Poznań: 11 – 12 października 2017
Kraków: 16 – 17 października 2017
Więcej na www.rapp.pl

 

Aby lepiej poznać Mela, zapytaliśmy go o jego karierę, rodzinę i wpadki podczas występów. Iluzjonista musi dużo ćwiczyć, a czasami i tak popełnia błąd. Tak jak na studiach, kiedy wydaje się, że już wszystko umiemy, a jednak coś idzie nie po naszej myśli. Gdy poznacie Mela, nabierzecie otuchy, że warto podnieść piłkę, by żonglować dalej.

Bardzo się cieszymy, że odwiedzisz polskie uczelnie, ale ciekawi nas też to, co ty studiowałeś.
Ukończyłem edukację zdrowotną i biologię na University of Northern Colorado. Po liceum chciałem zostać nauczycielem wychowania fizycznego i trenerem gimnastyki.


O jakiej przyszłości marzyłeś, będąc dzieckiem?
Nie pamiętam, co myślałem jako dziecko o moim dorosłym życiu. Dopiero po liceum rozwinął się mój pomysł na przyszłość.
Co sprawiło, że zainteresowałeś się iluzją i żonglerką?
Jak większość dzieci, zawsze lubiłem cyrki, klaunów i magików. Ojciec zabierał nas do Cyrku Shrine, kochałem te wszystkie kolory, dźwięki i zapachy. To były szczęśliwe chwile. Doskonale pamiętam, jak klaun Bozo zrobił na mnie wrażenie, gdy żonglował trzema kulami. Mój ojciec także uczył mnie i moich braci żonglowania. Zamiast piłkami, żonglowaliśmy orzechami włoskimi. Jednak dopiero gdy stałem się dorosły, sztuczki zainteresowały mnie na poważnie. Moja żona Beverly i ja byliśmy wolontariuszami w grupie dziecięcej w kościele. Pastor poprosił nas o zorganizowanie wieczornych spotkań dla dzieci. Pomyślałem, że zabawnie byłoby przygotować jakieś magiczne sztuczki, więc wziąłem stare zabawki mojego brata i nauczyłem się kilku trików. Dzieciom spodobały się one tak bardzo, że postanowiłem to kontynuować, ale też nauczyć się czegoś bardziej zaawansowanego.
Jak dużą masz rodzinę?
Mam syna i trzy córki oraz siedmioro wnuków. W tym roku, z Beverly, obchodziliśmy czterdziestą czwartą rocznicę ślubu. Nasze dzieci żyją w różnych częściach USA. Tylko jedna z córek mieszka ze swoją rodziną blisko nas, w stanie Kolorado. Choć jesteśmy rozproszeni po całym kraju, często komunikujemy się ze sobą za pomocą internetu.
Ile czasu potrzebujesz, aby dojść do perfekcji w swojej pracy?
Czas potrzebny na ulepszenie sztuczki jest zróżnicowany. Ważne jest, aby ćwiczyć w kółko, dopóki nie wykonasz triku idealnie. Musisz nie tylko doskonalić technikę, ale także prezentację. Mam na myśli między innymi słowa, które chcesz wypowiedzieć podczas pokazu. Jeśli wciąż myślisz o technice czy prezentacji, nie skomunikujesz się w pełni z odbiorcą. Na tym polega różnica między artystą a kimś, kto tylko robi sztuczki.
Jak radziłeś sobie z porażkami podczas ćwiczeń?
Większość moich magicznych sztuczek jest zaskakująco łatwa, jedynie garstka z nich wymaga doświadczenia. Każdy profesjonalista powie, że nie chodzi o trudność sztuczki, ale o efekt, jaki wywiera ona na widowni. Rzeczywistość wygląda tak, że im łatwiejszy trik, tym lepiej mogę się skupić na publiczności.
A co robisz, kiedy pomylisz się podczas występu?
Niezależnie od czasu spędzonego na ćwiczeniach, zdarza się, że coś pójdzie nie tak. Nigdy nie pozwól, aby pomyłka zepsuła resztę twojego pokazu. Wyobraź sobie łyżwiarza figurowego na olimpiadzie. Ile razy widziałeś najlepszych łyżwiarzy na świecie, którzy upadają na taflę, a później kończą swój występ tak, jakby wypadek nigdy się nie wydarzył? To samo dotyczy magika. Kiedyś robiłem sztuczkę z olbrzymimi kartami. Był to jeden z moich hitów. Wykonywałem go setki razy w ciągu wielu lat i nigdy się nie bałem. Nagle upuściłem jedną z kart i odsłoniłem cały sekret. Co mogłem zrobić? Powiedziałem: Cóż, takie rzeczy się zdarzają, przejdźmy do następnego numeru. W ciągu kilku chwil zapomniałem o pomyłce i cieszyłem się kolejnym trikiem. Publiczność nie wspominała upuszczenia karty i biła brawo.
Co sprawia ci trudność podczas występów?
Największą trudnością w moim zawodzie nie są spektakle, ale reklama i promocja. Po drugie, niegrzeczne dzieci, które rozpraszają mnie i resztę widowni. Czasami też oświetlenie może sprawić, że żonglowanie jest bardzo trudne. Wykonawcy często nie widzą publiczności. Wyobraź sobie, że żonglujesz i nie widzisz piłki. Staram się zawsze współpracować z technikami, ale czasami muszę odwrócić się do widowni plecami.
Ile krajów do tej pory odwiedziłeś?
Poza USA występowałem na Bahamach, w Austrii, Belize, Kanadzie, Czechach, Anglii, na Węgrzech, w Niemczech, Gwatemali, Japonii, Polsce, Singapurze, RPA, Ukrainie, Zambii i Zimbabwe. Mam wiele wspaniałych wspomnień z tych miejsc. Oczywiście trudniejsze jest występowanie w innym kraju, ze względu na różnice kulturowe i językowe, ale zawsze wszystko się udawało. Ciekawa przygoda przydarzyła mi się, gdy pojechałem do Zambii. Odgrywałem brzuchomówstwo na lokalnym rynku, a ludzie byli przekonani, że jestem szamanem. Trochę czasu zajęło mi wyjaśnianie, że moja marionetka sama nie mówi.
W zeszłym roku odwiedziłem Polskę. Moja mama była Polką, pochodziła ze Śląska Cieszyńskiego. Zawsze chciałem tu przyjechać i w końcu razem z żoną udaliśmy się do Krakowa, aby zrobić pokaz dla studentów. Już nie mogę się doczekać drugiej wizyty, podczas której odwiedzę inne miasta i uczelnie.
Jak radzisz sobie z podróżami?
Uwielbiam podróżować, ale moja żona jest raczej domatorem. Moje podróże to tylko część naszego życia, a gdy jestem w drodze, dzwonimy do siebie nawet kilka razy dziennie. Gdy wyjeżdżam do jakiegoś specjalnego miejsca, jak Polska, Beverly jedzie ze mną i cieszę się z tego.
Czy pamiętasz jakieś nietypowe sytuacje ze swojej pracy?
Na pokazie dla dzieci wyczarowałem długi sznur złotych koralików. Dzieci wtargnęły na scenę i chciały wziąć go dla siebie. Muszę przyznać, że straciłem wtedy panowanie nad sobą i nakrzyczałem na nie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Kilka razy też wyczarowałem z kapelusza mokrego królika, który po prostu się zsikał, a raz wyciągnąłem już nieżywe zwierzątko. Królik zdechł w pudełku. Wiedziałem wcześniej, że coś z nim jest nie tak, ale nie miałem pojęcia, że umiera. Wyjąłem go z pudełka i udawałem przez chwilę, że jest żywy. Szybko zdjąłem go z pola widzenia publiczności. Podczas jednego z pokazów, straciłem kontrolę nad maczugą. Poleciała ona w stronę matki, trzymającej dziecko na rękach. Kobieta odrzuciła maczugę, jakby odganiała muchę.
Jesteś osobą wierzącą. Dlaczego opowiadasz innym o Jezusie w swojej pracy?
Wierzę w Jezusa, bo kiedyś Go spotkałem i nawiązałem głęboką, osobistą relację z Nim. Jezus nie jest filozofią ani pojęciem religijnym, ale żyjącym Bogiem, stwórcą wszechświata.
Poznanie Jezusa wprowadziło do mojego życia realną miłość, radość, pokój i sens. Dało mi cel – chęć, aby inni doświadczyli tego samego. Narzędzia mojego zawodu – magiczne sztuczki, żonglowanie i brzuchomówstwo – pomagają dzielić się moim doświadczeniem w łatwy i zabawny sposób.
Czy coś cię zaskoczyło w Polsce?
Byliśmy z Beverly w waszym kraju tylko raz. Pomocne okazało się dla nas to, że wielu Polaków zna w jakimś stopniu język angielski. Byliśmy pod wrażeniem wszystkich piekarni w Krakowie i w ogóle w Europie. Jedliśmy dużo pieczywa i przekąsek. Kupiliśmy trochę polskiej ceramiki. Bardzo podobało nam się spacerowanie po wielkim rynku i podziwianie pięknej architektury. Ludzie byli bardzo przyjaźni. Szkoda tylko, że nie mówimy po polsku, aby móc się lepiej komunikować.
Czy sztuczki pomagają w życiu?
Gdy po raz pierwszy robiłem pokaz dla dzieci, zauważyłem, jak bardzo zwracały one uwagę na biblijną opowieść, podczas gdy robiłem sztuczki. Zdałem sobie wtedy sprawę, że triki mogą być przydatne nie tylko do rozrywki, ale również do dzielenia się czymś wartościowym. Wiele osób używa sztuczek, aby zwiększyć skuteczność swojej prezentacji w sprzedaży, biznesie czy spotkaniach naukowych. Triki pomagają zdobyć uwagę publiczności i zwizualizować przekaz mówcy. Na przykład, osoba przemawiająca na temat proszków do prania, może magicznie uprać brudne ubrania, aby wykazać, że dany detergent ma cudowne właściwości. Ja robię coś podobnego w sferze duchowej.


Rada Mela, jak poradzić sobie z porażką:

  • Wpadki zdarzają się nawet najlepszym.
  • Przeanalizuj, czy pomyłka wynikała z braku udoskonalenia, czy wydarzyła się bez powodu.
  • Jeśli trzeba coś poprawić, zrób to, ale jeśli to był po prostu wypadek przy pracy, zapomnij o tym.
  • Publiczność nie pamięta błędu, a raczej wiele zabawnych i niesamowitych rzeczy, które zobaczyła podczas pokazu.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Moje konto