Zaagażuj się!

Liderzy działający w organizacjach studenckich i samorządzie opowiadają, że z nieśmiałych stali się otwarci na ludzi, nauczyli się realizować w tydzień tyle zadań, ile do tej pory wykonywali w miesiąc. Czują, że rozwinęli skrzydła i z optymizmem patrzą w przyszłość, bo włączenie się w organizację studencką lub samorząd daje bardzo dużo.

WiktorTurowskim

Dołączenie do organizacji studenckiej wymaga czasu. Angażuje się mniejszość, bo współcześnie czas studentów jest drogocenny. Jedni wolą w wolnej chwili pracować, inni uczyć się, a pozostali wybierają lenistwo. Jednakże praca w kole naukowym, organizacji studenckiej lub samorządzie może nauczyć bardzo dużo.

Szkolenia

Studenci zapytani o to, czego się nauczyli w pracy w organizacji studenckiej i samorządzie, odpowiadają zgodnym chórem: zarządzania czasem. Do tego przez lata przeszli różnorodne warsztaty rozwijające ich wiedzę i umiejętności. – W samorządzie przeszedłem szkolenie z tego, jak być dobrym liderem, szkolenie związane z jakością kształcenia, z psychologii sprzedaży, project management oraz zarządzanie czasem i ludźmi – opowiada Wiktor Turowski, zastępca przewodniczącego Samorządu Studentów Politechniki Gdańskiej do spraw kultury i sportu.

 

Częścią szkoleń jest nawiązywanie relacji z mentorami i inspiracja do podejmowania zmian. Łukasz Rusajczyk od pierwszego roku angażował się w różnorodne organizacje studenckie. Udzielał się w samorządzie, w Kronice Studenckiej i mediach studenckich. Obecnie zajmuje się promocją, ponieważ jest zastępcą przewodniczącego Samorządu Studentów Politechniki Gdańskiej. Zapytany o szkolenia, wspomina te, które szczególnie zapadły mu w pamięć, bo one wydobyły jego potencjał.– W szkoleniach najważniejsza jest osoba prowadząca – opowiada Łukasz. – Jeśli osoba umie wyciągnąć coś więcej ze studenta, to staje się mentorem dla osoby uczącej się. Doświadczyłem tego, że szkoleniowiec umiał wyciągnąć coś ze mnie. Sprawił, że sam siebie udoskonalałem, a nie tylko poznawałem jakąś teorię. Po szkoleniu zmieniłem swoją koncepcję i podejście do działania. Inne szkolenie spowodowało, że zobaczyłem taką perspektywę, że przez tydzień myślałem o zastosowaniu. O tym, by moje działania były z konkretnym celem i by przynosiły zamierzony efekt.

LukaszRusajczykMALE

Wiktor Turowski mówi o tym, że przyszedł do samorządu nauczyć się wielu rzeczy, by mu było łatwiej w pracy. – Pewnych rzeczy nie nauczę się na studiach – mówi. – Na zajęcia nie uczę się praktyki, a tutaj mam szkolenie i od razu mogę zastosować swoją wiedzę w praktyce.

Umiejętności

Studenci nie tylko mogą się doskonalić, ale od razu przekazywać swoją wiedzę innym. Przewodniczący Samorządu Studentów Politechniki Gdańskiej opowiada o tym, jak uczył mniej doświadczonych studentów. – Niedawno przeprowadzałem warsztaty z grafiki komputerowej – mówi Dawid Ratajczak. – Na tym szkoleniu było stu uczestników.

DawidRatajczakMALE

Będąc w samorządzie i organizacji studenckiej, można nauczyć się odpowiedzialności za innych. Działalność studencka wymusza myślenie o tym: kto po nas zostanie. – Nie wiem, kto mnie zastąpi, gdy odejdę, bo to nie ja wybieram następnego przewodniczącego, więc nie wiem, kogo mógłbym przygotować na swoje stanowisko – mówi Dawid Ratajczak. – Dlatego chcemy przygotowywać wszystkich. By nie było tak, że kończy się kadencja i przychodzą ludzie, którzy nic nie umieją. Założeniem naszej kadencji było to, by była wizja działalności samorządu na parę lat. Chcemy, by osoby, które po nas przyjdą, miały co najmniej taką wiedzę, jąka my teraz. Pomagamy, szkoląc, dopóki jesteśmy na swoich stanowiskach. W momencie, gdy odejdziemy, zajmiemy miejsce w drugim rzędzie w gotowości do pomocy tym, którzy przyjdą na nasze miejsce.

Nowe znajomości

Udzielnie się w kołach naukowych lub organizacjach studenckich pomaga w nawiązaniu nowych znajomości. Dawid Ratajczak opowiada, że nawiązał kontakty z samorządowcami z całej Polski. W przyszłości część z tych osób będzie liderami lub właścicielami firm. – Objęcie funkcji przewodniczącego pozwala na kontakt z wieloma ludźmi – mówi. – Spotkania ze studentami z Polski są okazją do wymiany doświadczeń. Dzielimy się informacjami. Słyszę, że coś można zrobić w inny sposób lub że mogę zwróć uwagę na coś, czego nie dostrzegałem wcześniej.

Przewodniczący opowiada, że otrzymuje rady dotyczące swoich zachowań. – Nauczyłem się od kolegi tego, by nie tłumaczyć wszystkim, co dokładnie mają robić – opowiada Dawid. – Dostałem radę, bym o wszystkim nie decydował, bo w pewnym momencie zabiorę ludziom myślenie. Lepiej powiedzieć, co mają zrobić, a zadanie niech zrealizują po swojemu. Lepiej powiedzieć: załatw firmę X, a oni to robią.

Poznanie siebie

Studia to doskonały czas na poznawanie siebie. Swoich mocnych i słabych stron oraz tego, na jakim stanowisku chciałoby się pracować w przyszłości. – Przy różnych projektach odkryłem, że mimo wszystko interesują mnie inne rzeczy, niż myślałem– mówi Łukasz Rusajczyk. – Pierwotnie zakładałem, że będę chciał być typowym pracownikiem jakiejś firmy. Teraz myślę o tworzeniu fajnych projektów. Wszystko dzięki temu, że sprawdziłem w praktyce, co mi się podoba.Teraz zaczynam rozmyślać w szerszej skali na temat tego, kim chcę być i co chcę robić. Buduję pewne założenia na temat tego, co mogę robić po studiach. Myślę o tym, a to mnie ukierunkowuje, więc przez to nie marnuję swojego czasu, który jest najcenniejszy w tym wszystkim. Wydaje mi się, że czas człowieka to jest pierwsza wartość i tego nigdy nie odzyskamy, a pieniądze to przychodzą i odchodzą.

– Rozwinąłem się jako człowiek – mówi Wiktor Turowski. – Nauczyłem się pracować z ludźmi, wystąpień publicznych, zarządzania projektami i czasem. Jak przychodziłem na studia, byłem osobą dosyć zamkniętą. Teraz dzięki współpracy w samorządzie i organizacji studenckiej zmieniłem się. Jestem bardziej otwarty na ludzi, a także stałem się z osoby reaktywnej osobą pro-aktywną. Szukam zajęć, by czymś się zająć, nie jestem w stanie siedzieć domu, bo sprawia mi przyjemność, że mogę coś zrobić.

Łukasz Rusajczyk nauczył się dokładnie planować swój czas.

– Wczoraj, gdy szedłem spać, zaplanowałem sobie cały dzień co do godziny – opowiada. – Po to, by ten dzień maksymalnie wykorzystać. Może to brzmi dosyć dziwnie, ale jeśli zaplanuję czas pracy i czas wolny, to mam go dwa razy więcej. Żyjąc w ten sposób, naprawdę można więcej. Teraz robię w tydzień tyle, co robiłem w miesiąc. Zwiększyłem swoją efektywność.
Jakub Olczak, zastępca przewodniczącego SSPG do spraw socjalnych, opowiada o tym, jak działanie dla studentów zmieniło jego charakter. – Nauczyłem się zarządzania czasem – mówi. – Byłem dosyć skrytą osobą, a teraz lubię poznawać nowych ludzi i lubię z nimi rozmawiać. Nauczyłem się organizacji projektów oraz tego, jak w sposób łatwy i przyjemny mogę przetrwać na studiach. Teraz potrafię sobie zorganizować czas. Gdy nie mam pracy, to sam ją znajdę. Dociągam projekty do końca i jestem pod tym względem skrupulatną osobą.

JakubOlczakMALE

Zaangażowanie w samorządzie to jest coś, co bardzo rozwija – mówi Dawid Ratajczak. – Przychodząc tu, byłem osobą, która stojąc przed tłumem nic nie mogła powiedzieć. Teraz, gdy staję przed grupą ludzi i mam coś powiedzieć spontanicznie, to już nie myślę o tym, jak oni mnie odbiorą, co sobie pomyślą. Teraz nie zastanawiam się, czy zrobię coś poprawnie. Jest to umiejętność, która pomaga na rozmowie rekrutacyjnej. Przychodzę przedstawiam się i nie mam tego stresu.

Przygotowanie do pracy

Ponieważ studia są ostatnim etapem przed podjęciem pracy zawodowej, zaangażowani studenci w działania w organizacjach studenckich optymistycznie patrzą w przyszłość. – Myślę, że założę swoją firmę po studiach – mówi Wiktor Turowski. – Nie wiem, jak mnie życie pokieruje, ale jeśli się nie uda, to będę próbował zostać programistą. Studiuję automatykę i robotykę na Wydziale EiA oraz informatykę na Wydziale ETI.
– Rozpocznę albo jakiś duży projekt, który utworzymy od zera z grupą przyjaciół, albo jakiś własny projekt lub firmę – snuje plany Łukasz Rusajczyk. – Niekoniecznie musi to być firma, może to być jakiś podmiot prawny, po to by było to zgodne z literą prawa.
Na pytanie, co doceni pracodawca, mówią o swoich umiejętnościach. – Praca w grupie, zarządzanie projektami i zarządzanie grupą ludzi – mówi śmiało Dawid Ratajczak. – W moim przypadku to zarządzanie jedenastoma osobami. Kiedyś zarządzałem komisją zajmującą się promocją. Umiejętność wyjścia do przodu w momencie, gdy trzeba coś zrobić lub przedstawić swój pomysł. Myślę, że pracodawca może docenić to, że umiem zaprezentować swój pomysł.
– Gdy wejdę do jakiejś firmy, będę potrafił się odnaleźć – mówi Łukasz Rusajczyk. – Będę szukał rozwiązań, które będą wizyjne, a nie tylko pracował z dnia na dzień.

Jak zacząć?

Każdy ze studentów posiada swoją historię, jak rozpoczęła się jego przygoda w organizacji studenckiej. – Na piątym semestrze studiów miałem dosyć dużo czasu – opowiada Jakub Olczak. – Stwierdziłem, że coś trzeba z tym czasem zrobić. Najbliższa mnie była komisja stypendialna, tam się zrekrutowałem. W końcu zostałem przewodniczącym komisji, a po kilku latach zostałem zastępcą przewodniczącego samorządu uczelni.

– To jest połączenie dwóch czynników: gdy przyszedłem na pierwszy rok studiów, to chciałem coś zrobić – opowiada Łukasz Rusajczyk. – A z innej strony trafiłem na właściwych ludzi. Ktoś musi nas zainspirować. Miałem szczęście, że spotkałem późniejszego przewodniczącego, który zainspirował mnie do działania w jego komisji, a potem w innych miejscach, takich jak Kronika studencka czy inne organizacje. Potem tak się w to wciągnąłem, że polubiłem to, co robię. I w tym momencie robię to z pasji, a nie z obowiązku.

Zaczęło się od adapciaka (obóz adaptacyjny dla pierwszego roku) – wspomina Ratajczak. – Dawid przyjedź na adapciak, mówił kolega, a ja mówiłem, że mi się nie chce. Nie chciało mi się, ale przyjechałem i poznałem ówczesnego przewodniczącego Sebastiana Stefańskiego i kilka fajnych osób. Oni powiedzieli: Dawid! Przyjdź, zobacz, o co chodzi w samorządzie. Pamiętam, jak na początku roku akademickiego Sebastian do mnie zadzwonił i powiedział: Komisja mediów i promocji się tworzy, pamiętam, że miałeś coś z grafiką. Przyszedłem! I akurat ktoś tworzył komisję od zera. Robiłem coś związanego z grafiką, potem zostałem zaproszony do Komisji kultury i sportu, tam zrobiłem swoje pierwsze Walentynki, potem składałem podania, przejąłem akcję Rozdajmy uśmiech, zrobiłem ją i tak po kolei, dochodziły różne projekty. W końcu sam koordynowałem adapciak i potem przyszedł zarząd. Został mi rok i już mnie tam nie będzie. Ale mam nadzieję, że z boku będę mógł komuś pomagać.

Jakub Olczak podsumowuje, że najważniejsze jest, by stanął na naszej drodze ktoś, kto pokaże, nakieruje i udowodni sobą, że to, co robi, jest dobre i użyteczne.

Katarzyna Michałowska

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Moje konto