Nasz profile

Studenci

Bez pieniędzy

Bez pieniędzy

Zdobył dwa najwyższe wulkany Iranu: Sabalan (4811 m n.p.m.) i Damavand (5610 m n.p.m.) oraz szczyt legendarnej góry Ararat (5137 m n.p.m.).

Nocował na dziedzińcu meczetu czy też w mieszkaniu islamskich studentów. Podczas podróży spotykał się z ogromną tolerancją, gościnnością i pomocą mieszkańców. Interesuje go głównie Bliski Wschód, który pragnie wciąż eksplorować. W sercu podróżnik, na co dzień nauczyciel matematyki i organizator krakowskiego festiwalu SLOT Fest O Wschodzie, Daniel Pochaba udowadnia, że realizacja marzeń nie zawsze wymaga zasobnego portfela.

Skąd taka chęć do podróży, co tak bardzo ciągnie cię do wędrówek?

Zaczęło się jedenaście lat temu, w wakacje, po maturze, przed rozpoczęciem studiów w Krakowie. Znajoma, która uwielbiała podróże autostopem, namówiła mnie na rajd po Polsce. Choć jeździliśmy trzy tygodnie, po powrocie do domu nie mogłem usiedzieć. Już po kilku dniach znów wyruszyłem w trasę. Pojechałem na jakiś festiwal, potem w góry i tak spędziłem całe wakacje. Później już każde były wyjazdowe. Jak tylko nadarzała się okazja, jakiś pomysł, wyruszałem w podróż również w trakcie roku akademickiego. Pamiętam, że często w ogóle nie miałem pieniędzy. Raz wędrowałem, mając dosłownie 10 groszy w kieszeni, ale było lato, więc jadłem przydrożne jabłka, śliwki, wodę piłem z kranu, trochę ryzykując chorobą. W ten sposób dawałem sobie radę. A jak się zaczęło, tak trwa do dziś.

Z czasem wyruszyłem w Europę, potem zainteresował mnie Bałkany i Bliski Wschód, gdzie teraz głównie podróżuję. To jak samonapędzający się mechanizm: wyjeżdżasz, poznajesz nowych ludzi, dowiadujesz się, że gdzieś jest jeszcze ciekawiej i tam się kierujesz.

A dokąd udałeś się w pierwszą daleką podróż?

Razem z moim bratem Dominikiem pojechaliśmy w góry do Rumunii. Niestety po drodze, w Budapeszcie okradziono nas i straciliśmy wszystkie pieniądze. Zniknęły także paszporty, ale te potem się odnalazły. Na szczęście mieliśmy ze sobą gitarę i bęben, dzięki czemu mogliśmy zarabiać grą na ulicy, więc stwierdziliśmy, że nie wracamy i będziemy kontynuować podróż.

Najpierw pojechaliśmy do Serbii, żeby trochę zarobić, potem nad Adriatyk, aby odpocząć. Następnie udaliśmy się w kierunku Francji, gdyż chcieliśmy zobaczyć ocean. Ale po drodze tak oczarowały nas Włochy, że postanowiliśmy już dalej nie jechać… Zobaczyliśmy m. in. Florencję, Perugię, Rzym i wróciliśmy do kraju…

Opowiedziałeś o pierwszym dalekim wyjeździe. Powiedz jak zbieraliście fundusze na te pierwsze wyprawy?

Pierwsze wyjazdy dużo nas nie kosztowały. Zarabialiśmy grając – Dominik na bębnie, ja na gitarze. Później jeszcze – podczas wypraw do Francji i Turcji – z grupą znajomych robiliśmy pokazy fire show. Do plecaków zabieraliśmy jedzenie na pierwsze trzy dni, pewni, że potem będziemy zarabiać na ulicy.

Na kolejne, tym razem samodzielne podróże do Iranu, przeznaczałem pieniądze z mojej czerwcowej pensji. Brałem nieco ponad tysiąc złotych i jechałem na półtora miesiąca. To wystarczało, aby przetrwać.

Dlaczego wybrałeś samotną podróż?

Za pierwszym razem po to, aby się sprawdzić. Robiąc coś w pojedynkę dowiadujesz się na ile tak na prawdę cię stać… Co innego, kiedy robisz coś mając przy siebie kogoś bliskiego, kto może cię wesprzeć… Za drugim razem pojechałem pod granicę pakistańską. Tam nie jest zbyt bezpiecznie, więc wolałem wyruszyć samotnie, by nie narażać nikogo więcej.

A jak wyznaczasz sobie cele kolejnych wędrówek, to jest spontaniczne czy raczej planowane?

Zazwyczaj układam precyzyjny harmonogram. Planuję dniami, a więc że pierwszego dnia dojadę tu, drugiego tam, potem kieruję się w tym i w tym kierunku. W trakcie podróży wychodzi nieco inaczej. Gdy spotkam człowieka, który poleci mi lepszą drogę czy jakieś interesujące miejsce, które warto zobaczyć, zmieniam trasę. Czasem wpływa na to sam fakt podróżowania autostopem, dużo zależy od tego kogo się złapie, gdzie ten ktoś zawiezie…

Te wszystkie podróże, które odbywasz zmieniają cię jakoś, kształtują?

Na pewno, ale trudno mi konkretnie powiedzieć, w jaki sposób. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy byłem w Turcji, spotkałem się z niesamowitą gościnnością. Później przez rok spłacałem dług wdzięczności, zapraszając do siebie ludzi i gotując im obiady.

Podróże, patrząc przez pryzmat ostatnich jedenastu lat, bardzo mnie otworzyły. Kiedyś bardziej bałem się ludzi, jednak podróżując autostopem potrzebujesz ich, musiałem się więc przełamać. Wsiadając do czyjegoś samochodu, raczej nie czyta się książki, tylko rozmawia, opowiada. To motywuje też do większej aktywności językowej, w sensie nauki miejscowych języków. Wiadomo, czasem jest się tak zmęczonym, że zasypia się mimowolnie, ale generalnie trzeba rozmawiać. To taka podróż za jeden uśmiech, dany temu, kto zgodził się zabrać podróżującego.

Podczas podróży warunki, w jakich przebywasz, zdecydowanie różnią się od tych, w których żyjesz na co dzień. Śpisz w namiocie, rozbijasz się na dziedzińcach meczetów, w parkach itd. Czy powrót do polskich realiów jest trudny, ciężko jest się przestawić z powrotem na Polskę?

Chyba już przywykłem do powrotów. Ale pierwsze wyglądały tak, że przez miesiąc spałem w śpiworze na karimacie. Tak się jakoś tym wszystkim przesiąka, choć jest to też kwestia dojrzałości, nabierania dystansu do pewnych rzeczy. Teraz, kiedy wracam, zapraszam znajomych, żeby pokazać im zdjęcia, opowiedzieć o wszystkim, podzielić się wrażeniami. Wysyłam e-maile do tych, których poznałem podczas podróży. Z czasem powrót do rzeczywistości jest bardziej płynny.

Czy będąc w jakimś kraju myślałeś o tym, aby zostać w nim na stałe?

Myślałem o Iranie, uważam, że jest to miejsce, w którym można byłoby zostać na dłużej.

A nie obawiałeś się? To przecież nie tylko inna kultura, ale też zupełnie inna rzeczywistość.

Ale to jest dla mnie bardzo ciekawe, to mnie pociąga.

Masz już niemałe doświadczenie podróżnicze. Czy z przebytych wyjazdów pamiętasz jakieś zdarzenie, epizod, który szczególnie zapadł ci w pamięć?

Przychodzi mi do głowy pewna historia, sentymentalna. Kiedy wracałem z drugiej wyprawy do Iranu, zależało mi, żeby kupić Marcie, wówczas dziewczynie, a dziś żonie, arbuzy i bułgarskie pomidory. Marta wspominała, że w dzieciństwie je jadła i że były bardzo smaczne. Jednak przejeżdżając przez Bułgarię nie mogłem znaleźć żadnego targu, na szczęście w końcu udało mi się złapać człowieka, który jechał do swojego domu, obok którego był targ. Okazało się, że ten mężczyzna wiedział, jak wybrać najlepsze pomidory i jak ostukać arbuza. Kupiłem jeden siedmiokilogramowy oraz pięć kilogramów pomidorów.

Następnego wieczoru, podczas drogi przez Węgry zauważyłem, że arbuz pękł i jeśli nie dojadę w ciągu nocy do Polski, zepsuje się i niespodzianka się nie uda. Szczęśliwie trafiłem na polskiego TIR-a, który jechał do granicy polsko-słowackiej. Później jeszcze złapałem stopa do Krakowa. W ten sposób już o 5 rano byłem pod drzwiami Marty. Poczekałem dwie godziny, aż wstanie i zapukałem. Śniadanie było naprawdę super.

Dokąd wybierasz się w następną podróż?

Znów do Iranu, tym razem z Martą. Pojedziemy przez Ukrainę, Rosję – tam chcemy pochodzić trochę po górach, potem spróbujemy przedostać się do Kaukazu Południowego, Gruzji, Armenii, potem znów do Gruzji, Azerbejdżanu i wreszcie do Iranu. Do Polski wracalibyśmy przez Turcję i Bałkany. Takie są plany.

Co poradziłbyś młodym ludziom, którzy też mają pragnienia, żeby podróżować, skrycie marzą, by przeżywać w ten sposób młodość, ale brak im odwagi, obawiają się czy poradziliby sobie. Co powinni zrobić?

Warto ryzykować życie, tylko wtedy nabiera ono smaku. Trzeba wyjść z bezpiecznego miejsca. Wiąże się to z dużym, czasem nawet bardzo dużym strachem, ale jeśli ma się przekonanie, że dane wyzwanie jest w Bożej woli należy się przełamać. Jak pisał John Eldredge w swoich książkach, często pragnienia są wpisane w człowieka przez Boga i trzeba pozwolić im żyć. Przy czym należy uważać, by nie zrobić z nich bożka. Nie mogą stać się zbyt ważne, bo to niebezpieczne. Trzeba złapać balans.

Paulina Łukasik

Redakcja Pod Prąd

Magazyn "płyń POD PRĄD” jest ogólnopolskim bezpłatnym kwartalnikiem studenckim z corocznym numerem specjalnym - STARTER dla studentów pierwszego roku. Magazyn trafia w potrzeby studentów używając różnorodnych form, takich jak: reportaże z ważnych wydarzeń na uczelniach; wywiady ze studentami, psychologami, profesorami, ciekawymi ludźmi; prezentacje kół naukowych; porady dotyczące zachowania się w różnych sytuacjach w życiu studenckim. „płyń POD PRĄD” dotyka ważnych tematów w życiu społecznym studenta, takich jak nauka, wartości oraz relacje międzyludzkie. Chcesz do nas pisać? Napisz! redakcja(at)podprad.pl Chcesz by objąć patronatem wydarzenie studenckie? Napisz do Marty! Marta Chelińska mchelinska(at)hotmail.com Kontakt do naczelnej - Katarzyny Michałowskiej: naczelna(at).podprad.pl

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Studenci

Na górę