Nasz profile

Horst Mönnich – Czwarte miejsce przy stole

Książki

Horst Mönnich – Czwarte miejsce przy stole

Horst Mönnich – Czwarte miejsce przy stole

Tłum. Irena Elsner
Region 2008
Ocena 5+/5


Czy pragniecie czegoś tak bardzo, że nie możecie oddychać, dopóki tego nie zdobędziecie? Czy walczyliście o coś dostatecznie długo, by potem w bilansie zysków i strat stwierdzić, że odnieśliście pyrrusowe zwycięstwo? Czy kochaliście kogoś, kto jest daleko, bardzo daleko, kogo wspomnienie z każdym dniem się zaciera? Czy straciliście kogoś, za kogo oddalibyście życie?

Tak wiele pytań można zadać historii opowiedzianej w książce Czwarte miejsce przy stole. To beletryzowany zapis doświadczeń bohaterki baronowej Isle Bandomir z Sobowidza, która w czasie zawieruchy wojennej stanęła przed tragicznym wyborem. Uciekła do Berlina z dwójką dzieci: Wolfem i Christą. Ich podróż się udała… Problem polegał na tym, że Isle zostawiła w rodzinnym majątku pozostałą dwójkę dzieci: Achima i Jürgena – zbyt małych, by narażać ich na trudy przeprawy. Jak się łatwo się domyślić, mimo wielu starań baronowej, dzieci zaginęły. Po wojnie kobieta z wielką determinacją rozpoczęła walkę o swoją rodzinę. Walkę trwającą ponad dwadzieścia lat, walkę z komunistycznymi władzami, z niechęcią do Niemców, z uprzedzeniami, z SB, z innymi matkami…

Tym, którzy nie mają dzieci, trudno wyobrazić sobie ból, jaki mógł jej towarzyszyć. Jednak historia została przedstawiona w taki sposób, że bez czczych opisów, każdy może poczuć tę niepewność, lęk, tęsknotę i wielką determinację. Opisywane wydarzenia trwają ponad 25 lat, ale fabuła nie dłuży się, jest wartka, dzięki, co pragnę podkreślić, nowatorskim rozwiązaniom formalnym. Na przykład tam, gdzie ludzie nie mówią, tam brzmi głos z radia, czasem nawet dwugłos radiów niemieckiego i rosyjskiego, relacjonujących wydarzenia z frontu II wojny. Wiele fragmentów powtarza się, jak refren jakiejś smutnej ballady. Często zapis historii balansuje na granicy dramatu i prozy. A kiedy już wszystko zmierza do szczęśliwego rozwiązania, wydarza się coś nieoczekiwanego, a potem znów i znów…

Na kartach dzieła (i z rozmysłem piszę „dzieła”) Mönnich jest tyle emocji, tematów i wątków: refleksja o przemijaniu, o osiąganiu (ale czy osiągnięciu?) celów, o matczynej miłości i zobowiązaniach wobec bliskich, o tolerancji, o tożsamości, o sile i słabości. Z całym szacunkiem dla literatury wojennej – żadne Słobodzianki, Białoszewscy, Grudzińscy nie są tak poruszający, jak Czwarte miejsce przy stole. Może dlatego, że nie jest to zapis Polaków, wiecznie skrzywdzonych, jątrzących swoje rany, przeżywających rozbabrane traumy – aż chce się powiedzieć: „Panowie, dosyć”. To, że bohaterką jest Niemka, sprawia, że my, Polacy, patrzymy na to z innej perspektywy, jesteśmy w stanie uświadomić sobie, że nie tylko my cierpieliśmy i nie tylko nasz naród ta wojna wiele kosztowała. Niektórzy z nas, Polaków, są tacy, jak baronowa Isle, wciąż szukająca swoich dzieci (uspokojenia sumienia?) pomimo kosztów, pomimo upływającego czasu, czepiając się fantasmagorycznych pragnień.

Czwarte miejsce przy stole to głos ważny w debacie o wojnie i po wojnie, bo głos prawdziwych wydarzeń. Isle Bandomir z Sobowidza to tak naprawdę Else Paetzold z Celbowa, a opisane w książce losy jej rodziny niemal w całości mają pokrycie w listach, zdjęciach, dokumentach. Chociaż książka ma swój koniec, to jednak prawdziwa historia będzie się toczyła jeszcze przez wiele lat i o niej dociekliwi mogą poczytać w Posłowiu. Zresztą historia rodziny Paetzold jest znana, zarówno w wydaniu Mönnich, jak i w swojej realnej wersji. Na jej podstawie powstało wiele przedstawień teatralnych i słuchowisk radiowych. Zainteresowani mogą sięgnąć też do filmu dokumentalnego Volkera Koeppa pt. Söhne (Synowie).

Nie ukrywam, że nie lubię literatury wojennej i postpamięci. Ale to jest książka, która wyłamuje się spod tych i innych łatek. To coś, co się dobrze czyta i coś, o czym się dobrze rozmyśla. Wreszcie coś, o czym się nie zapomina. A tylko dla takich tytułów warto żyć.

Fragmenty książki:

„JÜRGEN: Brakuje jeszcze jednego talerza.
CLÄRE: A to niby dlaczego? (Odlicza) Wolf, Christa, ty i ja.
JÜRGEN: A Achim?
CLÄRE: Ach, tak Achim.
JÜRGEN: Zapomniałaś?
CLÄRE: Nie, nie ja. To Christa nakrywała do stołu.
JÜRGEN: Christa? Ona przecież wie o tym.
(…)
CLÄRE: Christa, ja myślałam, że wy zawsze jeszcze nakrywacie również i dla Achima.
CHRISTA: Tak, ale tylko wtedy… gdy mama jest.
CLÄRE: Christa, to bzdura. Proszę nakrywać też dla Achima również i wtedy, gdy mamy nie ma. To wasza mama wprowadziła ten rytuał… To czwarte miejsce przy stole. A więc podaj jeszcze jeden talerz.”

„Chciałam wiedzieć, czy może zło się gdzieś tutaj ukryło.
I dowiedziałam się, nie było go tu. Groby były zrównane z ziemią, pomniki powalone.
Zło zajęte było tworzeniem nienawiści – ślepej nienawiści. To nienawiść zniszczyła te groby, nienawiść prześladowała nawet zmarłych.
Przysiadłam na jednym zniszczonym nagrobku.
Rozmyślałam o złym – nie było jeszcze wcale stare, jeszcze nie minęło: było pod ziemią, na ziemi, ponad ziemią.
Tylko ja go nie zauważałam.
Pomyślałam sobie: pragnę zło nienawidzieć. Ale nie to, który zło wyrządza, nie mojego największego wroga. Moje serce ani na sekundę nie zanurzy się w nienawiści… Nigdy! Bowiem nienawiść rodzi następną nienawiść. Z tego powstaje zło.”

 

(Anna Iwanowska)

Anna Iwanowska

Doktorantka Uniwersytetu Gdańskiego, z zamiłowania naukowiec i pasjonat języka polskiego. Z zawodu redaktor i korektor. W latach 2010-2014 związana z Wydawnictwem Region. Swoją pracę doktorską poświęca "Dowcipowi językowemu w tekstach polskiego kabaretu z lat 2000-2013". Pracuje w Biurze Prasowym Urzędu Miejskiego w Gdańsku. Mediator prowadzący rozmowy w duchu Porozumienia Bez Przemocy (NVC), metody komunikacji Marshalla Rosenberga. Uwielbia egzotyczne herbaty, kawę (koniecznie z mlekiem!) i zagraniczne seriale.

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Książki

Na górę