Nasz profile

Lesley Livingston – Oddech nocy

Książki

Lesley Livingston – Oddech nocy

Lesley Livingston – Oddech nocy

Jaguar 2011
Ocena: 4/5
PATRONAT POD PRĄD

My, kobiety lubimy czytać o miłości. A gdy mowa jest o miłości doprawionej nutką Szekspira, możemy być pewne, że czeka nas przyjemna lektura. Taką przyjemną lekturą jest Oddech nocy Lesley Livingston.

Kelley, początkująca, trochę niepewna siebie aktorka, w wyniku zbiegu okoliczności dostaje głowną rolę Tytanii, królowej elfów we współczesnej adaptacji Snu nocy letniej Williama Szekspira. Pierwsza próba wypada fatalnie. Podłamana dziewczyna zaszywa się w najdalszym zakamarku Central Parku, by poćwiczyć rolę. Nie jest świadoma, że jej wariackiemu zachowaniu przygląda się Sonny – podmieniec, janus – wojownik broniący bramy między światem śmiertelników a światem istot nadprzyrodzonych, która, choć na codzień zamknięta, w tym roku będzie nieszczelna przez najbliższych dziewięć nocy aż do kulminacyjnej wielkiej nocy przypadającej na 31 października, czyli w czasie amerykańskiego Halloween. Jak łatwo się domyślić, między Sonnym a Kelley w krótkim czasie rodzi się uczucie. Choć brzmi to banalnie, wcale takie banalne nie jest, fabuła książki bowiem jest bardziej skomplikowana, a wątek miłosny, chociaż jest dość przewidywalny, wzbogacony został o wiele zawirowań, np. Kelley odkrywa, że wcale nie jest zwykłą dziewczyną, natomiast Sonny zaczyna zauważać, że nie wszystko w ziemskim świecie jest takie, jakie się wydaje. Elfy, gnomy, piekielne bestie, krwiożerczy wojownicy, król i królowe światów mają istotny wpływ na życie zwykłych śmiertelników.

Czytając książkę, której główna bohaterka nie ma jeszcze 20 lat, można poczuć się dziwnie i staro. Większość potencjalnych czytelniczek pewnie wyrosła już z dobrych powieści dla dziewcząt, gdzie szczęśliwym miłosnym zakończeniem był pocałunek głównych bohaterów. Toteż pewnie większość z nas zarzuci tej powieści infantylizm (wystarczy spojrzeć na tytuł). Jednak nie można zredukować Oddechu nocy do historii Sonny’ego i Kelley. Moim zdaniem dużym atutem tej pozycji jest jej humor i prostota wyrazu. Nie ma tu językowego zadęcia, które znajdujemy w wielu innych książkach. To po prostu książka do poczytania i uśmiechnięcia się. Jakże miła to odmiana po wszystkich Zmierzchach, w których wszystko jest napięte, smutne, a jedno z najpiękniejszych uczuć przedstawia się jako pasmo cierpień, brutalności i nienasycenia! Kelley jest sympatyczna, uparta, trochę zadziorna, czasem uroczo nieporadna. Można ją polubić. (Choć mi bardziej przypadła do gustu ekscentryczna współlokatorka Kelley Tyff).

Prócz subiektywnego infantylizmu historii L. Livingston, moim zdaniem, można przyczepić się do owych wątków szekspirowskich. To stracona szansa, bo wykorzystanie postaci, cytatów czy koncepcji Szekspira, jest trochę banalne. Brakuje tutaj tej ironii i spostrzeżeń na temat ludzkiej natury, które można by świetnie wprowadzić do rozważań Sonny’ego czy Oberona. Ale, cóż, mistrz może być tylko jeden. Poza tym może moje wrażenie jest podyktowane amerykańskością historii?

Nie sposób nie wspomnieć tutaj też o fantastycznej szacie graficznej książki. Edytorsko jest ona przykładem nowoczesnego, estetycznego i niesztampowego komponowania wnętrza książki. Okładka przyciąga wzrok, strony rozdziałowe zaczynają się ciekawym ozdobnikiem, całość zaczyna się od zamarkowanego scenariusza Kelley z humorystycznymi podpisami. Wielki plus dla osób zajmujacych się składem i grafiką.Lubimy książki, które estetycznie wyglądają. Tutaj wszystko współgra ze sobą, wygląda świetnie i, co ważne, pasuje do treści.

Oddech nocy to książka, przy której można przyjemnie spędzić czas. Polecam ją kupić dla młodszej siostry, której na pewno spodoba się fabuła, humor i estetyka wydania. Polecam ją kupić tym bardziej, żeby potem samemu zaszyć się w kącie z herbatą i przenieść się do innego świata.

Fragmenty książki:

” – Koń! W wannie stoi koń!
Aha, no tak. Koń. Kelley zacisnęła mocno powieki. A więc to jednak nie był zły sen.
– Yyy… Tyff…
– W wannie – Tyff wyciągnęła w kierunku łazienki wypielęgnowany palec. Jej piękną twarz wykrzywił grymas przerażenia.
(…)
-Tyff, uwierz mi, gdybym wiedziała, że za mną pójdzie, na pewno bym mu nie pomogła. (…)”

„-Tyff? – zawołała ostrożnie. – Yy.. Wróciłam. Strasznie mi przykro…
Cisza.
– Tyff?
– Zjadł moje mydło. – powiedziała Tyff, głosem, jakim prowadzi się uprzejmą konwersację. Wyszła z łazienki, raniona skrzyżowała na piersi. – Moje ręcznie robione ziołowe mydło do twarzy. Japońske. Kosztowało osiemdziesiąt dolarów. Zjadł je.
– Och…
– Zjadł też twoje za dwa dolary. Nie protestowałam…”

 

Anna Iwanowska

Doktorantka Uniwersytetu Gdańskiego, z zamiłowania naukowiec i pasjonat języka polskiego. Z zawodu redaktor i korektor. W latach 2010-2014 związana z Wydawnictwem Region. Swoją pracę doktorską poświęca "Dowcipowi językowemu w tekstach polskiego kabaretu z lat 2000-2013". Pracuje w Biurze Prasowym Urzędu Miejskiego w Gdańsku. Mediator prowadzący rozmowy w duchu Porozumienia Bez Przemocy (NVC), metody komunikacji Marshalla Rosenberga. Uwielbia egzotyczne herbaty, kawę (koniecznie z mlekiem!) i zagraniczne seriale.

Komentarze

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także Książki

Na górę